- Chyba nie... - Odpowiedział wpatrzony na wielką skałę przed nami.
- Że coś powiedział?! - Zdziwiona spojrzałam przed siebie i o mało nie upadłam z wrażenia - I weź spadnij z czegoś takiego... - Za samą myśl o tym aż mnie łapy zabolały.
- No i weź mieszkaj w czymś takim...
- Nom...
- I dlatego właśnie tam zamieszkamy - wymamrotał ledwo słyszalnie i potruchtał do skały wspinając się na nią.
- Czy mi się zdaje, czy to co powiedziałeś, ma oznaczać odpoczynek?
- To dobrze ci się zdaje... - Powiedział stojąc już jakieś 10 m w górę. Pobiegła za nim. jeszcze 40 m dalej była wielka jaskinia. Była piękna.

- Wow... - wymamrotałam.
- Zmieści się cała wataha! - wykrzyknął podziwiając znalezisko. Ja za to powoi przemierzałam korytarze. Łatwo się tam zgubić, jeśli się jest tam tak jak my - pierwszy raz.
- Pewnie należało do niedźwiedzia albo jakiejś dużej watahy. - Ja nadal nie mogłam wykrztusić słowa. Po prostu: wielkie. Wielkie i piękne.
- Watahy... Powiadasz... - wypowiedziałam tylko te dwa słowa.
- O nie... - Ten jego wyraz twarzy... No i szaleństwo gotowe!
- O tak! - Powiedziałam uradowana. - Tu będzie nasza i nie tylko nasza jaskinia.
- Tylko mi powiedz, gdzie wilka znajdziesz!
- Chęć do szukania powróciła. Na razie trzeba obczaić co i gdzie będzie. - I zaczęło się. Rozdzieliliśmy się, aby przeszukać ten labirynt. Po jakimś czasie wzięłam jakiś pręt, który znalazłam w największym pomieszczeniu i zaczęłam. W zmowach i rozmowach wyglądało to tak:
[Czarne napisy dopisane - reszta widnieje na ścianie jaskini w korytarzu głównym na przeciwko pomieszczenia alfy]
- Ujdzie - Powiedziałam lekko podekscytowana moim "dziełem sztuki".
- A co jak tu niedźwiedź mieszka? - zapytał lekko uśmiechnięty czekając na moją reakcje.
- Śmieszne. Wiesz jak od miśków jedzie? Gdyby tu jakiś mieszkał, to nie przetrzymamy nocy. Przesz to widać, że nie ma tu żywej duszy od jakiegoś miesiąca! - Powiedziałam, lekko zirytowana jego pytaniem.
- I na to właśnie czekałem... - Powiedział i wyszedł.
- Gdzie idziesz?
- Jeśli tu ma ktokolwiek mieszkać to może niech nie śpi na gołej skale, co? - Krzyknął będąc już na dole. Spojrzał na mnie i podreptał dalej. Ja wychylona stałam przez chwilę. Luknęłam jeszcze na nasz nowy dom i poszłam za nim. Nazbierało się trochę zeschłej trawy i opadłych liści. Zostawiliśmy to przed skałą i poszliśmy popatrzeć za jakąś rzeką i terenami łowieckimi. Trochę szukaliśmy, ale na skałą był gigantyczny, niezalesiony obszar pełen różnego rodzaju stad i pojedynczych zwierząt. Pierwsze wrażenie? O M G.
- No to żarcia nam nie braknie na następne 15 lat. - powiedział zdziwiony a za razem dumny. Jeszcze lepiej! Na środku tej mega polany były trzy pomniejsze jeziorka. Masakra.
- Ja się z tej jaskini i z tej polany nie ruszę. - Widok był oszałamiający, a lekki podmuch wiatru zaakcentował piękno tego miejsca. Aż się lżej robi na duszy. Wtuliłam łeb w futro Oruko dalej patrząc się na ten malowniczy krajobraz.
- Patrz to! - krzyknął z nijakim wyrazem pyska, chociaż był zdziwiony. Góra ta ciągnęła się dalej. W pewnym momencie ciągnął się wielki wodospad, jakieś 500 m od nas. Do wodospadu dosłownie wchodziła wielka i piękna, czarna wilczyca. Po chwili zniknęła za ścianą wody...
***
I tu zaczyna się legenda tych stron. Czekam na nowych członków, ale nic o tym nie piszcie, jeśli już będziecie. Następna nota już nie długo!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz