Tego dnia mieliśmy iść na nasze.. trzecie? Trzecie wspólne polowanie. Chcieliśmy zapolować na stado jeleni. Ja z Oruko jedliśmy głównie małe ssaki, tj. zające, króliki. Zdarzało nam się nawet, że siedzieliśmy kilka godzin i jedliśmy jeżyny i różne inne owoce. Aż mi zbrzydły. Ciężko było pierwszy raz coś upolować. Zazwyczaj jedno z trzech polowań się udaje. Do takich rzeczy używa się tylko i wyłącznie umiejętności łowieckich i siły. To właśnie było tu wymagane.
Za kilka dni miały się zbliżać - wymyślone przez Cyndy - zawody w polowaniu królików. Przyznam, że to dość zabawne, ale pomysł mi się spodobał. Dzisiejsze polowania były liczniejsze, niż wcześniej. A przynajmniej miały być.
Rano wyszłam wcześnie (jak na mnie) z jaskini. Jako że ja i Oruko byliśmy wilkami z miasta, doskonale wiedzieliśmy, jak mierzy się czas. Już pierwszego dnia zbudowaliśmy zegar słoneczny, który obecnie wskazywał 9:00. Przeciągnęłam się i poszłam nad rzekę, aby się napić. Oruko już dawno łaził po terenach. On nie potrafił usiedzieć w miejscu tak jak ja, bo był urodzonym podróżnikiem. Musiał połazić, natomiast ja to trochę inna historia. Tak czy siak - kiedy doszłam do rzeki zobaczyłam Czarną przechodzącą przez las. "A ta znowu tutaj?". Patrzyłam jak maszeruje pilnując szczeniąt. kiedy tak się w nią wpatrywałam, zauważyłam za nią - dość daleko - Oruko. Moja pierwsza reakcja? "LOL". Ale w końcu zauważył mnie i porzucił śledzenie Czarnej. Przeskoczył po najbliższych kamieniach i podszedł do mnie. Przywitaliśmy się jak zwykle i ruszyliśmy w stronę jaskini, żeby znaleźć resztę. Po pół godziny poszukiwań byliśmy w komplecie. Polowanie czas zacząć. Wędrując po lesie szukaliśmy stada. Szczeniak Cyndy, Aragorn, stanął jak wyryty. Cyndy pochyliła się lekko szepcząc mu coś do ucha. Młody poprowadził nas, co wydawało mi się zabawne. Ku mojemu zdziwieniu, zaprowadził nas do stada, w którym były 3 młode. Zdecydowaliśmy, że zaatakujemy większego, a potem młodego. Wzięliśmy za cel matkę jednego z młodych. Nie była ona łatwym celem. Ciągle trzymała się obok rogatego, a jeszcze obok mały. Ale to właśnie miało być coś, co nas rozkręci. Zapewne za pierwszym razem nie wyjdzie, ale na pewno samo się nie upoluje. Raz się żyje. Ustawiliśmy się tak jak wcześniej zaplanowaliśmy. Cyndy miała rozpocząć akcję. Jej zadaniem było rozproszenie stada. Na jej grzbiecie - nie wiem jakim cudem - ciągle siedział Aragorn. Kiedy wszyscy się ustawili, wysłałam jej sygnał. Przygotowała się do biegu... i jednym susem znalazła się 3 metry od najbliższego zwierza - rogatego. Z przerażenia zaczął wymachiwać kopytami, ale ona wyminęła go, podczas gdy reszta stada już dawno rzuciła się do ucieczki. Rozgoniła je na wszystkie strony. Teraz nadeszła kolej Misaran. Skoczyła na nasz potencjalny obiad, ale coś nie wyszło i spadła. Kira jednak nie wybiegała od planu, chociaż korciło ją, i pobiegła po "podwieczorek" czyli po małego parzystokopytnego. Jej udało się tylko dlatego, że był prawie mniejszy od niej. Nie złapałam, nawet z pomocą Oruko, większego. No cóż - polowanie zaczyna się od nowa. To była pewna porażka. Zjedliśmy małego i szykowaliśmy się do kolejnego ataku.
***
A reszta jutro! Po drugiej części wbijam z listą obecności - strzeżcie się! xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz