czwartek, 21 lutego 2013
Info
No tak... Nikomu nie udało się podpisać do dzisiaj, więc nikt nie ma plusa. Cyndy się zrombał komp, więc notkę kolejną, pisze Misaran. I streszczaj się!Nie jest to zyt długie, ale chcę powiedzieć, że zaczynamy wielki nabór. Rozpowiadajcie więc! Ja osobiście zareklamuję watahę gdzie się da i mam nadzieję, że ktoś nowy dołączy... Tak więc żegnam się z wami i życzę miłych, niestety ostatnich, trzech dni ferii : ) Bye!!
Życie przed watahą!
Po kilku godzinach uciekania, Kira zauważyła małą czarną plamę na moim
futrze - ten malec, który
zawsze leżał na ziemi jaskini był przyczepiony do mojego futra.
zawsze leżał na ziemi jaskini był przyczepiony do mojego futra.
Powiedziałam:
-To mały nietoperz - Chwilę później, Kira nazwała go "Sen".
-To mały nietoperz - Chwilę później, Kira nazwała go "Sen".
-Nie możemy go wziąć z nami.- Powiedziałam.
-Dlaczego?-Zapytała Kira i spojrzała na Misaran swoim szczenięcym wzrokiem.
-No dobrze, ale to nie zabawka pamiętaj.- Orzekłam z poważnym tonem.
-Dobrze mamusiu będę pamiętać!-Odpowiedziała Kira
Kilka dni później poszłyśmy napić się ze źródła. Mała tyrpnęła mnie mówiąc, żebym spojrzała na pobliski wodospad. Zauważyłam czarną wilczycę opiekującą się szczeniętami. Wszystkie były czarne.
Chciałam podejść bliżej, ale ona ustawiła się do walki. Koło wodospadu były rzeczy do mikstury uleczającej. Kira plotła dla mnie torbę w, której miałam schować mikstury.
Tydzień później znalazłyśmy jaskinię wyglądała, że jest opuszczona, a jednak nie za nam stanęły dwa wilki to byli Fire i Oruko.
Chciałam podejść bliżej, ale ona ustawiła się do walki. Koło wodospadu były rzeczy do mikstury uleczającej. Kira plotła dla mnie torbę w, której miałam schować mikstury.
Tydzień później znalazłyśmy jaskinię wyglądała, że jest opuszczona, a jednak nie za nam stanęły dwa wilki to byli Fire i Oruko.
wtorek, 19 lutego 2013
Polowania nie są łatwe cz. 2
Po nieudanym polowaniu wróciliśmy do jaskini. Zaczęliśmy się wygłupiać. Śmialiśmy się, bawiliśmy... Jednym słowem: szaleństwo. Potem zastanawialiśmy się, jak zdobyć nowych członków.
-Może jakiś rozgłos? - zaproponowała Cyndy.
-Konkrety! - odpowiedziałam zamyślona.
-A może ta druga wataha... - wyszeptała Misaran
-Nieee... - powiedziałam patrząc się w sufit. -Chociaż może gdyby...
-Co?
-Ale to bez sensu... - i myślimy dalej.
-Idziemy polować! - wydarł się nagle Aragorn.
-I to jest rozwiązanie! - Kira pobiegła za nim.
-Właśnie dlatego nie mam szczeniąt... Im to tylko polowania w głowie! - powiedziałam i wszyscy wybuchli śmiechem. Poszliśmy za nimi. Tym razem zwykła strategia. Aragorn był z Kirą. Mieli za zadanie podprowadzić do nas stado. My za to czailiśmy się, trochę rozstawieni, w półkolu, dość blisko zdobyczy. Kira chwilę później, razem z Aragornem, wyskoczyła z zarośli jakieś... 15 m od saren. Wystraszone stado (przez dwa szczeniaki O.o) rozproszyło się. I teraz nasza kolej. Sarna leciała prosto na mnie. Kiedy była jakieś 4 m ode mnie wyskoczyłam obnażając kły. Łania energicznie wyhamowała, przez co prawie się nie wywróciła, ale skręciła, a ja wylądowałam tuż za nią. Zaczęła się gonitwa. Powoli ją doganiałam. Nagle z boku wyskoczył Oruko. Trochę "od frontu", więc sarna znów wyhamowała, a ja miałam okazję. Rzuciłam się a nią, wbijając ostre zęby w kark. Łania zaczęła się chwiać. Dołączył Oruko. Złapał za lewą, przednią nogę, tak, że się wywróciła. Oruko przytrzymał nogę, a ja zadałam ostateczny cios. Misaran i Cyndy też upolowały. W końcu nie zjedliśmy wszystkiego, więc zostawiliśmy.
-Kurde co za wredne sarny! Nie chce mi się za nimi biegać... - powiedziałam zniechęcona i położyłam się na trawie.
-Taki już wilczy los - powiedziała Cyndy śmiejąc się cicho. Wylegiwaliśmy się tak jeszcze trochę, jakieś... pół godziny i poszliśmy się napić. Znów widzieliśmy Czarną, ale tym razem, chyba przed czymś uciekała. Przez chwilę biegła w naszą stronę, ale potem zwolniła, zatrzymała się, obejrzała, i poszła. To było dziwne. Ale chwilę wcześniej słychać było bardzo głośny... ryk. Inny niż niedźwiedzia. Bardziej... Basowy i głośniejszy. Ruszyliśmy w stronę jaskini. Już pod wieczór. Wszyscy padnięci poszli spać.
***
Notka jak notka. Możecie nawet krótszą napisać, ale bez przesady. Żeby to nie było kilka zdań. Iiiiiiiii kręcimy kołem forrrrtuny... Bum! Cyndy! Piszesz następną notkę! Misaran, przygotuj się. Nie sądzę, żebyś swoją notkę napisała szybko, więc dokończ tą co piszesz i czekaj aż Cyndy skończy. nie zdziwcie się jak napisze Cydy albo coś w ten deseń, bo coś mnie tak dzisiaj bierze na to. To narazie! Czekam na notkę Cyndy! Bye!
-Może jakiś rozgłos? - zaproponowała Cyndy.
-Konkrety! - odpowiedziałam zamyślona.
-A może ta druga wataha... - wyszeptała Misaran
-Nieee... - powiedziałam patrząc się w sufit. -Chociaż może gdyby...
-Co?
-Ale to bez sensu... - i myślimy dalej.
-Idziemy polować! - wydarł się nagle Aragorn.
-I to jest rozwiązanie! - Kira pobiegła za nim.
-Właśnie dlatego nie mam szczeniąt... Im to tylko polowania w głowie! - powiedziałam i wszyscy wybuchli śmiechem. Poszliśmy za nimi. Tym razem zwykła strategia. Aragorn był z Kirą. Mieli za zadanie podprowadzić do nas stado. My za to czailiśmy się, trochę rozstawieni, w półkolu, dość blisko zdobyczy. Kira chwilę później, razem z Aragornem, wyskoczyła z zarośli jakieś... 15 m od saren. Wystraszone stado (przez dwa szczeniaki O.o) rozproszyło się. I teraz nasza kolej. Sarna leciała prosto na mnie. Kiedy była jakieś 4 m ode mnie wyskoczyłam obnażając kły. Łania energicznie wyhamowała, przez co prawie się nie wywróciła, ale skręciła, a ja wylądowałam tuż za nią. Zaczęła się gonitwa. Powoli ją doganiałam. Nagle z boku wyskoczył Oruko. Trochę "od frontu", więc sarna znów wyhamowała, a ja miałam okazję. Rzuciłam się a nią, wbijając ostre zęby w kark. Łania zaczęła się chwiać. Dołączył Oruko. Złapał za lewą, przednią nogę, tak, że się wywróciła. Oruko przytrzymał nogę, a ja zadałam ostateczny cios. Misaran i Cyndy też upolowały. W końcu nie zjedliśmy wszystkiego, więc zostawiliśmy.
-Kurde co za wredne sarny! Nie chce mi się za nimi biegać... - powiedziałam zniechęcona i położyłam się na trawie.
-Taki już wilczy los - powiedziała Cyndy śmiejąc się cicho. Wylegiwaliśmy się tak jeszcze trochę, jakieś... pół godziny i poszliśmy się napić. Znów widzieliśmy Czarną, ale tym razem, chyba przed czymś uciekała. Przez chwilę biegła w naszą stronę, ale potem zwolniła, zatrzymała się, obejrzała, i poszła. To było dziwne. Ale chwilę wcześniej słychać było bardzo głośny... ryk. Inny niż niedźwiedzia. Bardziej... Basowy i głośniejszy. Ruszyliśmy w stronę jaskini. Już pod wieczór. Wszyscy padnięci poszli spać.
***
Notka jak notka. Możecie nawet krótszą napisać, ale bez przesady. Żeby to nie było kilka zdań. Iiiiiiiii kręcimy kołem forrrrtuny... Bum! Cyndy! Piszesz następną notkę! Misaran, przygotuj się. Nie sądzę, żebyś swoją notkę napisała szybko, więc dokończ tą co piszesz i czekaj aż Cyndy skończy. nie zdziwcie się jak napisze Cydy albo coś w ten deseń, bo coś mnie tak dzisiaj bierze na to. To narazie! Czekam na notkę Cyndy! Bye!
Ruszamy się!
Co z wami! Notki mi tu pisać! A tak w między czasie, to zrobimy sobie listę obecności:
zielony - podpisany
żółty - usprawiedliwiony
czerwony - niepodpisany
Pod notką piszecie jakikolwiek komentarz, byle by świadczył o tym, że jesteście:
Fire
Cyndy
Misaran
Macie na to góra 2 tygodnie, chociaż powinien być 1. Jak nie to minus.
A teraz ciąg notek! Ja zaczynam, a pod notką napisze, kto następny.
Cyndy, możesz to udokumentować w gazetce.
Aha, jeszcze jedno, kto podpisze się do 21.02 PLUS.
zielony - podpisany
żółty - usprawiedliwiony
czerwony - niepodpisany
Pod notką piszecie jakikolwiek komentarz, byle by świadczył o tym, że jesteście:
Fire
Cyndy
Misaran
Macie na to góra 2 tygodnie, chociaż powinien być 1. Jak nie to minus.
A teraz ciąg notek! Ja zaczynam, a pod notką napisze, kto następny.
Cyndy, możesz to udokumentować w gazetce.
Aha, jeszcze jedno, kto podpisze się do 21.02 PLUS.
czwartek, 14 lutego 2013
Polowania nie są łatwe cz. 1
Tego dnia mieliśmy iść na nasze.. trzecie? Trzecie wspólne polowanie. Chcieliśmy zapolować na stado jeleni. Ja z Oruko jedliśmy głównie małe ssaki, tj. zające, króliki. Zdarzało nam się nawet, że siedzieliśmy kilka godzin i jedliśmy jeżyny i różne inne owoce. Aż mi zbrzydły. Ciężko było pierwszy raz coś upolować. Zazwyczaj jedno z trzech polowań się udaje. Do takich rzeczy używa się tylko i wyłącznie umiejętności łowieckich i siły. To właśnie było tu wymagane.
Za kilka dni miały się zbliżać - wymyślone przez Cyndy - zawody w polowaniu królików. Przyznam, że to dość zabawne, ale pomysł mi się spodobał. Dzisiejsze polowania były liczniejsze, niż wcześniej. A przynajmniej miały być.
Rano wyszłam wcześnie (jak na mnie) z jaskini. Jako że ja i Oruko byliśmy wilkami z miasta, doskonale wiedzieliśmy, jak mierzy się czas. Już pierwszego dnia zbudowaliśmy zegar słoneczny, który obecnie wskazywał 9:00. Przeciągnęłam się i poszłam nad rzekę, aby się napić. Oruko już dawno łaził po terenach. On nie potrafił usiedzieć w miejscu tak jak ja, bo był urodzonym podróżnikiem. Musiał połazić, natomiast ja to trochę inna historia. Tak czy siak - kiedy doszłam do rzeki zobaczyłam Czarną przechodzącą przez las. "A ta znowu tutaj?". Patrzyłam jak maszeruje pilnując szczeniąt. kiedy tak się w nią wpatrywałam, zauważyłam za nią - dość daleko - Oruko. Moja pierwsza reakcja? "LOL". Ale w końcu zauważył mnie i porzucił śledzenie Czarnej. Przeskoczył po najbliższych kamieniach i podszedł do mnie. Przywitaliśmy się jak zwykle i ruszyliśmy w stronę jaskini, żeby znaleźć resztę. Po pół godziny poszukiwań byliśmy w komplecie. Polowanie czas zacząć. Wędrując po lesie szukaliśmy stada. Szczeniak Cyndy, Aragorn, stanął jak wyryty. Cyndy pochyliła się lekko szepcząc mu coś do ucha. Młody poprowadził nas, co wydawało mi się zabawne. Ku mojemu zdziwieniu, zaprowadził nas do stada, w którym były 3 młode. Zdecydowaliśmy, że zaatakujemy większego, a potem młodego. Wzięliśmy za cel matkę jednego z młodych. Nie była ona łatwym celem. Ciągle trzymała się obok rogatego, a jeszcze obok mały. Ale to właśnie miało być coś, co nas rozkręci. Zapewne za pierwszym razem nie wyjdzie, ale na pewno samo się nie upoluje. Raz się żyje. Ustawiliśmy się tak jak wcześniej zaplanowaliśmy. Cyndy miała rozpocząć akcję. Jej zadaniem było rozproszenie stada. Na jej grzbiecie - nie wiem jakim cudem - ciągle siedział Aragorn. Kiedy wszyscy się ustawili, wysłałam jej sygnał. Przygotowała się do biegu... i jednym susem znalazła się 3 metry od najbliższego zwierza - rogatego. Z przerażenia zaczął wymachiwać kopytami, ale ona wyminęła go, podczas gdy reszta stada już dawno rzuciła się do ucieczki. Rozgoniła je na wszystkie strony. Teraz nadeszła kolej Misaran. Skoczyła na nasz potencjalny obiad, ale coś nie wyszło i spadła. Kira jednak nie wybiegała od planu, chociaż korciło ją, i pobiegła po "podwieczorek" czyli po małego parzystokopytnego. Jej udało się tylko dlatego, że był prawie mniejszy od niej. Nie złapałam, nawet z pomocą Oruko, większego. No cóż - polowanie zaczyna się od nowa. To była pewna porażka. Zjedliśmy małego i szykowaliśmy się do kolejnego ataku.
***
A reszta jutro! Po drugiej części wbijam z listą obecności - strzeżcie się! xD
Za kilka dni miały się zbliżać - wymyślone przez Cyndy - zawody w polowaniu królików. Przyznam, że to dość zabawne, ale pomysł mi się spodobał. Dzisiejsze polowania były liczniejsze, niż wcześniej. A przynajmniej miały być.
Rano wyszłam wcześnie (jak na mnie) z jaskini. Jako że ja i Oruko byliśmy wilkami z miasta, doskonale wiedzieliśmy, jak mierzy się czas. Już pierwszego dnia zbudowaliśmy zegar słoneczny, który obecnie wskazywał 9:00. Przeciągnęłam się i poszłam nad rzekę, aby się napić. Oruko już dawno łaził po terenach. On nie potrafił usiedzieć w miejscu tak jak ja, bo był urodzonym podróżnikiem. Musiał połazić, natomiast ja to trochę inna historia. Tak czy siak - kiedy doszłam do rzeki zobaczyłam Czarną przechodzącą przez las. "A ta znowu tutaj?". Patrzyłam jak maszeruje pilnując szczeniąt. kiedy tak się w nią wpatrywałam, zauważyłam za nią - dość daleko - Oruko. Moja pierwsza reakcja? "LOL". Ale w końcu zauważył mnie i porzucił śledzenie Czarnej. Przeskoczył po najbliższych kamieniach i podszedł do mnie. Przywitaliśmy się jak zwykle i ruszyliśmy w stronę jaskini, żeby znaleźć resztę. Po pół godziny poszukiwań byliśmy w komplecie. Polowanie czas zacząć. Wędrując po lesie szukaliśmy stada. Szczeniak Cyndy, Aragorn, stanął jak wyryty. Cyndy pochyliła się lekko szepcząc mu coś do ucha. Młody poprowadził nas, co wydawało mi się zabawne. Ku mojemu zdziwieniu, zaprowadził nas do stada, w którym były 3 młode. Zdecydowaliśmy, że zaatakujemy większego, a potem młodego. Wzięliśmy za cel matkę jednego z młodych. Nie była ona łatwym celem. Ciągle trzymała się obok rogatego, a jeszcze obok mały. Ale to właśnie miało być coś, co nas rozkręci. Zapewne za pierwszym razem nie wyjdzie, ale na pewno samo się nie upoluje. Raz się żyje. Ustawiliśmy się tak jak wcześniej zaplanowaliśmy. Cyndy miała rozpocząć akcję. Jej zadaniem było rozproszenie stada. Na jej grzbiecie - nie wiem jakim cudem - ciągle siedział Aragorn. Kiedy wszyscy się ustawili, wysłałam jej sygnał. Przygotowała się do biegu... i jednym susem znalazła się 3 metry od najbliższego zwierza - rogatego. Z przerażenia zaczął wymachiwać kopytami, ale ona wyminęła go, podczas gdy reszta stada już dawno rzuciła się do ucieczki. Rozgoniła je na wszystkie strony. Teraz nadeszła kolej Misaran. Skoczyła na nasz potencjalny obiad, ale coś nie wyszło i spadła. Kira jednak nie wybiegała od planu, chociaż korciło ją, i pobiegła po "podwieczorek" czyli po małego parzystokopytnego. Jej udało się tylko dlatego, że był prawie mniejszy od niej. Nie złapałam, nawet z pomocą Oruko, większego. No cóż - polowanie zaczyna się od nowa. To była pewna porażka. Zjedliśmy małego i szykowaliśmy się do kolejnego ataku.
***
A reszta jutro! Po drugiej części wbijam z listą obecności - strzeżcie się! xD
sobota, 9 lutego 2013
My i nasza wataha
I znów zachęcam do skorzystania z czytania tłumacza google :D
***
Wataha zaczęła się powiększać... I to w maksymalnym tempie. W jeden dzień zdobyliśmy dwie członkinie i ich rodziny. W sumie to nie ma u nas żadnego wolnego samca. Mam nadzieję, że za niedługo jakiś dojdzie. Puki co nie narzekamy, bo wszystkiego nam starczy i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Każdy ma inne przeżycia, chociaż nie wiele o sobie wiemy. Jednak każdy z nas kiedyś przeżył coś strasznego i to nas trzyma - żeby odzyskać dawny spokój. Nie mamy żadnych wrogów. Ja jako jedyna nadal, po dołączaniu do wielu watah, pamiętam tego kogoś, o kim myślę za każdym razem, kiedy stanie się coś złego. Cordis. Był to mały, wredny, chodzący na czterech łapach "wnerwiacz" który potrafił tylko denerwować wszystkich dookoła. Na szczęście już go tu niema. Robimy małę postępy, zwiedzamy tereny. Powinno nam się tu dobrze żyć. Mamy tutaj piękne widoki, między innymi wielki wodospad, który jest na naszej górze~~~~ I tu przerwał mi Oruko. Szybko zwinęłam skrawek papieru i pobiegłam odsłonić liście sprzed wejścia do pomieszczenia Rady Stada.
- Co jest? - Zapytałam, a serce waliło mi jak szalone. Było to widać na kilometr.
- Coś ty taka przerażona?? - Basior patrzył mi prosto w oczy. Wytrzymałam ze dwie sekundy i powiedziałam:
- Choć, to nie miejsce do gadania! Co będziemy tak stać na progu... - I szybko uciekłam swoim wzrokiem w inną stronę i ruszyłam w stronę wyjścia. Zdziwiony popatrzył na mnie przez chwilę - No chodź! - W końcu się ruszył i poszedł za mną. Poszliśmy znów w to miejsce co kiedyś. Wtedy kiedy widzieliśmy tą czarną wchodzącą do wodospadu. Usiedliśmy w tym samym miejscu. - A więc? Co chciałeś ode mnie?
- Widzisz...
- No nie widzę! - Przerwałam - Streszczaj się!
- Spieszysz się?
- Nie, ale nie chcę żebyś owijał w bawełnę. Krótko.
- Obok nas mieszka inna wataha - Powiedział bez chwili wahania. Siedziałam jak zaczarowana.
- Co?
- No to co ci właśnie powiedziałam. WA-TA-HA.
- No tyle to ja wiem! Ale skąd to wiesz?? Chcą walczyć??
- No właśnie wręcz przeciwnie. Chcą zawrzeć sojusz.
- Byłeś u nich?
- Oni byli u nas. Potrzebują pary alfa.
- Do podpisu?
- Dokładnie.
- Ale żeś mnie przestraszył... - Wtuliłam się w futro basiora i siedzieliśmy tak dłuższą chwilę gadając o wszystkim i o niczym. Być może to z tej watahy pochodzi ta czarna... No nic. Wypadało by ość, ale mi się nie chciało, więc stwierdziłam, że pójdziemy później. Tak się zagapiłam, że nie zauważyłam Misaran
- Halo! - krzyknęła. - Ziemia do Fire!
- No co!
- No właśnie to że czekam aż mi odpowiesz! Co wy tu tak siedzicie?
- Tak sobie... - powiedział Oruko patrząc na mnie.
- Co chcesz? - Zapytałam po chwili patrzenia się na niego
- Nic nie chcę. Myślałam, że gdzieś poszliście. - Powiedziała. - A idziecie gdzieś?
- Idziemy zawrzeć sojusz z inną watahą
- To się ruszajcie! A nie siedzicie jak te krowy na granicy! - I od razu zachciało mi się iść.
- Nie denerwuj mnie! - Krzyknęłam z lekkim uśmiechem na pysku i poszłam na dół. Oruko ruszył za mną, a zadowolona Misaran. Patrzyła się jak schodzimy. - I nie włazić mi do pomieszczenia Rady! - Nie wiem czy to usłyszała, ale chyba to oczywiste, że jak się nie jest w Radzie to się tam nie wchodzi.
Basior zaprowadził mnie na miejsce, gdzie spotkaliśmy strażników, a raczej czujki dzienne.
- Czego tu?
- Fire i Oruko, alfy watahy Darkness Hunter, przyszliśmy na wezwanie o zawarcie sojuszu.
- Prosz... - Strażnik zaprowadził nas do jednej z licznych, wykopanych pseudo-jaskiń, gdzie czekała na nas para alfa.
Przez chwilę rozmawialiśmy o naszych osiągnięciach stażu itp. ale my nie mieliśmy za bardzo czym się chwalić. Po rozmowie czarny, czyli samiec alfa, przyniósł kartkę, na której było coś napisane. Kazali nam to przeczytać i podpisać, chyba że się nie zgadzamy. Było tam między innymi napisane, że obie watahy mają obowiązek pomagać sobie wzajemnie w trudnych sytuacjach, co spodobało mi się najbardziej. Prawie każdy z warunków bardzo mi pasował, więc podpisałam się na tym, po czym oddałam pióro Oruko. Oni za to dali nam taką samą kartkę, powiedzieli nawet, że możemy sobie sprawdzić, czy to jest to samo. Były tam ich podpisy. Pogadaliśmy jeszcze chwilę a potem przypomniało mi się o czarnej.
- Znacie może tą waderę, która przechodzi co jakiś czas do wodospadu?
- Czarna? - zapytała.
- Tak.
- To taka miejscowa legenda. Co jakiś czas słychać wycie i piszczenie szczeniąt, jednak nikt ich z bliska nie widział. - Powiedział, trochę tylko niższy ode mnie wzrostem basior o donośnym, basowym, ale przyjaznym głosie.
- Wszystkie szczenięta były czarne...
- Podobno są to tylko zwidy, bo kiedyś mieszkała tu taka czarna wilczyca, ale szczenięta stracił już dawno temu...
- Co się z nimi stało?
- Kiedy ludzie zrobili sobie tu obóz, wjechali dużym czymś i przejechali cały miot.
- Straszne...
- Kiedy czarna to zobaczyła rzuciła się na ludzi i zabiła prawie wszystkich. Do tej pory podobno się nie pozbierała z utraty swojego pierwszego miotu i udaje że szczenięta nadal żyją. Jest w tym tak dobra, że nawet inne wilki je widzą. Podejście do niej bliżej grozi śmiercią, dlatego nikt nic o niej nie wie.
- Wow. - powiedziałam siedząc jak wyryta z otwartym pyskiem i gapiąc się w jedno i to samo miejsce - za pysk basiora.
- No co? - Nagle zorientowałam się co robię, potrzęsłam łbem i rozejrzałam się po jaskini.
- Aaa...! Wciągnęło mnie to. - Para alfa zaśmiała się cicho i po chwili również ja dołączyłam do nich, razem z Oruko.
- Dobra, musimy się zbierać, bo sobie bez nas nie poradzą. - Wstałam i pożegnałam się z nimi i odprowadzili nas do granicy swojego terytorium.
- Zapraszamy w razie problemów.
- Wzajemnie. - Wymieniliśmy ostatnie słowa i poszliśmy. Zbliżał się wieczór. Kiedy wróciliśmy do jaskini wadery zasypały nas pytaniami. A my oczywiście musieliśmy odpowiedzieć. Po męczącym dniu musieliśmy odpocząć, więc poszliśmy spać.
***
Wataha zaczęła się powiększać... I to w maksymalnym tempie. W jeden dzień zdobyliśmy dwie członkinie i ich rodziny. W sumie to nie ma u nas żadnego wolnego samca. Mam nadzieję, że za niedługo jakiś dojdzie. Puki co nie narzekamy, bo wszystkiego nam starczy i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Każdy ma inne przeżycia, chociaż nie wiele o sobie wiemy. Jednak każdy z nas kiedyś przeżył coś strasznego i to nas trzyma - żeby odzyskać dawny spokój. Nie mamy żadnych wrogów. Ja jako jedyna nadal, po dołączaniu do wielu watah, pamiętam tego kogoś, o kim myślę za każdym razem, kiedy stanie się coś złego. Cordis. Był to mały, wredny, chodzący na czterech łapach "wnerwiacz" który potrafił tylko denerwować wszystkich dookoła. Na szczęście już go tu niema. Robimy małę postępy, zwiedzamy tereny. Powinno nam się tu dobrze żyć. Mamy tutaj piękne widoki, między innymi wielki wodospad, który jest na naszej górze~~~~ I tu przerwał mi Oruko. Szybko zwinęłam skrawek papieru i pobiegłam odsłonić liście sprzed wejścia do pomieszczenia Rady Stada.
- Co jest? - Zapytałam, a serce waliło mi jak szalone. Było to widać na kilometr.
- Coś ty taka przerażona?? - Basior patrzył mi prosto w oczy. Wytrzymałam ze dwie sekundy i powiedziałam:
- Choć, to nie miejsce do gadania! Co będziemy tak stać na progu... - I szybko uciekłam swoim wzrokiem w inną stronę i ruszyłam w stronę wyjścia. Zdziwiony popatrzył na mnie przez chwilę - No chodź! - W końcu się ruszył i poszedł za mną. Poszliśmy znów w to miejsce co kiedyś. Wtedy kiedy widzieliśmy tą czarną wchodzącą do wodospadu. Usiedliśmy w tym samym miejscu. - A więc? Co chciałeś ode mnie?
- Widzisz...
- No nie widzę! - Przerwałam - Streszczaj się!
- Spieszysz się?
- Nie, ale nie chcę żebyś owijał w bawełnę. Krótko.
- Obok nas mieszka inna wataha - Powiedział bez chwili wahania. Siedziałam jak zaczarowana.
- Co?
- No to co ci właśnie powiedziałam. WA-TA-HA.
- No tyle to ja wiem! Ale skąd to wiesz?? Chcą walczyć??
- No właśnie wręcz przeciwnie. Chcą zawrzeć sojusz.
- Byłeś u nich?
- Oni byli u nas. Potrzebują pary alfa.
- Do podpisu?
- Dokładnie.
- Ale żeś mnie przestraszył... - Wtuliłam się w futro basiora i siedzieliśmy tak dłuższą chwilę gadając o wszystkim i o niczym. Być może to z tej watahy pochodzi ta czarna... No nic. Wypadało by ość, ale mi się nie chciało, więc stwierdziłam, że pójdziemy później. Tak się zagapiłam, że nie zauważyłam Misaran
- Halo! - krzyknęła. - Ziemia do Fire!
- No co!
- No właśnie to że czekam aż mi odpowiesz! Co wy tu tak siedzicie?
- Tak sobie... - powiedział Oruko patrząc na mnie.
- Co chcesz? - Zapytałam po chwili patrzenia się na niego
- Nic nie chcę. Myślałam, że gdzieś poszliście. - Powiedziała. - A idziecie gdzieś?
- Idziemy zawrzeć sojusz z inną watahą
- To się ruszajcie! A nie siedzicie jak te krowy na granicy! - I od razu zachciało mi się iść.
- Nie denerwuj mnie! - Krzyknęłam z lekkim uśmiechem na pysku i poszłam na dół. Oruko ruszył za mną, a zadowolona Misaran. Patrzyła się jak schodzimy. - I nie włazić mi do pomieszczenia Rady! - Nie wiem czy to usłyszała, ale chyba to oczywiste, że jak się nie jest w Radzie to się tam nie wchodzi.
Basior zaprowadził mnie na miejsce, gdzie spotkaliśmy strażników, a raczej czujki dzienne.
- Czego tu?
- Fire i Oruko, alfy watahy Darkness Hunter, przyszliśmy na wezwanie o zawarcie sojuszu.
- Prosz... - Strażnik zaprowadził nas do jednej z licznych, wykopanych pseudo-jaskiń, gdzie czekała na nas para alfa.
Przez chwilę rozmawialiśmy o naszych osiągnięciach stażu itp. ale my nie mieliśmy za bardzo czym się chwalić. Po rozmowie czarny, czyli samiec alfa, przyniósł kartkę, na której było coś napisane. Kazali nam to przeczytać i podpisać, chyba że się nie zgadzamy. Było tam między innymi napisane, że obie watahy mają obowiązek pomagać sobie wzajemnie w trudnych sytuacjach, co spodobało mi się najbardziej. Prawie każdy z warunków bardzo mi pasował, więc podpisałam się na tym, po czym oddałam pióro Oruko. Oni za to dali nam taką samą kartkę, powiedzieli nawet, że możemy sobie sprawdzić, czy to jest to samo. Były tam ich podpisy. Pogadaliśmy jeszcze chwilę a potem przypomniało mi się o czarnej.
- Znacie może tą waderę, która przechodzi co jakiś czas do wodospadu?
- Czarna? - zapytała.
- Tak.
- To taka miejscowa legenda. Co jakiś czas słychać wycie i piszczenie szczeniąt, jednak nikt ich z bliska nie widział. - Powiedział, trochę tylko niższy ode mnie wzrostem basior o donośnym, basowym, ale przyjaznym głosie.
- Wszystkie szczenięta były czarne...
- Podobno są to tylko zwidy, bo kiedyś mieszkała tu taka czarna wilczyca, ale szczenięta stracił już dawno temu...
- Co się z nimi stało?
- Kiedy ludzie zrobili sobie tu obóz, wjechali dużym czymś i przejechali cały miot.
- Straszne...
- Kiedy czarna to zobaczyła rzuciła się na ludzi i zabiła prawie wszystkich. Do tej pory podobno się nie pozbierała z utraty swojego pierwszego miotu i udaje że szczenięta nadal żyją. Jest w tym tak dobra, że nawet inne wilki je widzą. Podejście do niej bliżej grozi śmiercią, dlatego nikt nic o niej nie wie.
- Wow. - powiedziałam siedząc jak wyryta z otwartym pyskiem i gapiąc się w jedno i to samo miejsce - za pysk basiora.
- No co? - Nagle zorientowałam się co robię, potrzęsłam łbem i rozejrzałam się po jaskini.
- Aaa...! Wciągnęło mnie to. - Para alfa zaśmiała się cicho i po chwili również ja dołączyłam do nich, razem z Oruko.
- Dobra, musimy się zbierać, bo sobie bez nas nie poradzą. - Wstałam i pożegnałam się z nimi i odprowadzili nas do granicy swojego terytorium.
- Zapraszamy w razie problemów.
- Wzajemnie. - Wymieniliśmy ostatnie słowa i poszliśmy. Zbliżał się wieczór. Kiedy wróciliśmy do jaskini wadery zasypały nas pytaniami. A my oczywiście musieliśmy odpowiedzieć. Po męczącym dniu musieliśmy odpocząć, więc poszliśmy spać.
piątek, 8 lutego 2013
Życie zaczeło się od początku...
Rano obudziłam się koło rzeki, obudził mnie mój syn.
-Mamo musimy ruszać.
-Dobrze już wstaje.Odpowiedziałam.
Ranek był jak każde inne tylko wiatr był trochę inny.
-Dziś się coś stanie czuje to.
-Ale co sie stania mamo.Zapytał zaciekawiony Aragorn.
-Jeszcze tego nie wiem ruszamy.
-Ale mamo jestem głodny!.Wykrzyknął.
-Nie tylko ty.Powiedziałam.
Szliśmy tak chyba z godzinę.
Gdy nagle weszliśmy na wielkie pole usiane pszenicą.
Aragorn zawołał z za małego drzewa i mówi:
-Mamo tu jest martwa sarna morze ją zjemy?
-Dobrze.Powiedziałam tak bo naprawdę byłam głodna.
Gdy zjedliśmy sarnę leżeliśmy pół godziny.Później po minucie doszliśmy do strumyka, i się trochę napiliśmy świeżej wody źródlanej.
-Mamo ale ta woda pyszna!Powiedział zachwycony Aragorn.
-Tak masz racje nie tak jak na Północnej Atlantydzie, taka słona ta woda była, a tutaj jest pyszna!
Po wypiciu wody odpoczeliśmy sobie chwile gdy...
-Mamo ktoś na nas patrzy!Powiedział mój syn wystraszony.
-Przepraszamy my się tu tylko na chwile zatrzymaliśmy już z tond idziemy.
-Nie musicie możecie tu być.Usłyszałam kobiecy głos.
Wystraszeni siedzieliśmy obserwowani przez 2 min.Ale nam wydawało się że znacznie dłużej.
Po czym znowu usłyszałam głos ale teraz męski.
-Kim jesteście i co was tu sprowadza?
-Jestem Cyndy a to mój syn Aragorn. Przybyliśmy tu w poszukiwaniu stada i jedzenia.A wy kim jesteście?
-Jesteśmy Fire i Oruko przybyliśmy tu niedawno i założyliśmy watahę chcecie do niej dołączyć?
-A możemy?
-No jasne.Rzekła Fire.
I tak aż do dziś Cyndy i Aragorn są w stadzie Fire i Oruko.
Koniec
-Mamo musimy ruszać.
-Dobrze już wstaje.Odpowiedziałam.
Ranek był jak każde inne tylko wiatr był trochę inny.
-Dziś się coś stanie czuje to.
-Ale co sie stania mamo.Zapytał zaciekawiony Aragorn.
-Jeszcze tego nie wiem ruszamy.
-Ale mamo jestem głodny!.Wykrzyknął.
-Nie tylko ty.Powiedziałam.
Szliśmy tak chyba z godzinę.
Gdy nagle weszliśmy na wielkie pole usiane pszenicą.
Aragorn zawołał z za małego drzewa i mówi:
-Mamo tu jest martwa sarna morze ją zjemy?
-Dobrze.Powiedziałam tak bo naprawdę byłam głodna.
Gdy zjedliśmy sarnę leżeliśmy pół godziny.Później po minucie doszliśmy do strumyka, i się trochę napiliśmy świeżej wody źródlanej.
-Mamo ale ta woda pyszna!Powiedział zachwycony Aragorn.
-Tak masz racje nie tak jak na Północnej Atlantydzie, taka słona ta woda była, a tutaj jest pyszna!
Po wypiciu wody odpoczeliśmy sobie chwile gdy...
-Mamo ktoś na nas patrzy!Powiedział mój syn wystraszony.
-Przepraszamy my się tu tylko na chwile zatrzymaliśmy już z tond idziemy.
-Nie musicie możecie tu być.Usłyszałam kobiecy głos.
Wystraszeni siedzieliśmy obserwowani przez 2 min.Ale nam wydawało się że znacznie dłużej.
Po czym znowu usłyszałam głos ale teraz męski.
-Kim jesteście i co was tu sprowadza?
-Jestem Cyndy a to mój syn Aragorn. Przybyliśmy tu w poszukiwaniu stada i jedzenia.A wy kim jesteście?
-Jesteśmy Fire i Oruko przybyliśmy tu niedawno i założyliśmy watahę chcecie do niej dołączyć?
-A możemy?
-No jasne.Rzekła Fire.
I tak aż do dziś Cyndy i Aragorn są w stadzie Fire i Oruko.
Koniec
Haru
Imię: Haru
Nazwisko*: Glimm
Wiek: 2 i pół roku
Płeć: Wilk
Pochodzenie*: Alpy
Partner: Cyndy
Potomstwo: Aragorn Syn
Stanowisko: Wojownik
Historia*: Lubie podróżować przeszedłem całe Alpy i tak aż do Północnej Atlantydy i wtedy poznałem Cyndy...
Charakter: Miły romantyczny groźny
Znaki szczególne*: Trzy plamy na lewej tylnej nodze.
Jak spodkałam Misaran...
Rano obudziłam się kompletnie ni wyspana.Aż dziwne, bo pierwszy raz spałam w jakimś normalniejszym miejscu, bo podróżując raczej się wygodnego łóżka nie znajdzie! Wstałam znudzona i rozejżałam się z dogodnego miejsca po terenach.
- No i jak zwykle nic. - powiedziałam sama do siebie - a Oruko gdzie? - powiedziałam i powolnym krokiem zeszłam na dół. Powoli oddalałam się od jaskini i wypatrywałam basiora. Po kilkunastu minutach drogi weszłam w teren o maksymalnie wysokiej trawie, ledwo było widać mój nos znad traw. "No pięknie! I jak ja tu znajdę Oruko, jak on jest taki niski??" Pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie: "Dość niecodzienne, żeby wilczyca była wyższa od swojego partnera...". Nade mną przeleciał jakiś czarny zwierz. "Kruk? Nie... Za mały..." Po dłuższym wypatrywaniu lotnika, zorientowałam się, że to nietoperz. "Nietoperze nie latają w środku dnia! Coś się święci..." pomyślałam. Po jakimś czasie dało się słyszeć bieg. Zdecydowanie wilczy, czemu towarzyszył głośny oddech, sapanie. Para wilczyc, najprawdopodobniej młoda i dorosła, biegły centralnie na mnie. Chyba mnie nie zauważyły, ani nie wyczuły. przykucnęłam i przeczołgałam się kawałek dalej i czekałam dosłownie moment na ich dobiegnięcie. Kiedy już przebiegły obok mnie, zdążyłam zauważyć, że jedna z nich, ta dorosła, jest całkowicie różowa. "Róż... Szlag-by-to!" wyszeptałam pod nosem i popędziłam w ich stronę. Kiedy już wybiegły z tej całej trawy wskoczył na różową ten gacek, który wcześniej latał mi nad głową. Posiedział kilka sekund i poleciał w stronę naszej jaskini. "Już wiem...". Obie potruchtały za nim. A ja, starając się zostać niezauważona poszłam za nimi, ukrywając się ile wlezie. Trzymałam się daleko za nimi, żeby szmer nie wzbudzał podejrzeń. Pojawił się on tylko i wyłącznie dlatego że się spieszyłam. Co chwila obracały się, ale mnie nie widziały. kiedy doszły do jaskini początkowo nie znalazły śladów zamieszkania ,ale zauważyły plan jaskini. Weszły głębiej. Jako że było około 12:00 słońce świeciło mocno. Stanęłam na progu jaskini całkowicie widoczna, ale jeszcze się nie obróciły. Dołączył również Oruko i czekaliśmy, aż zareagują. Mała odwróciła się w końcu ze zdziwioną miną i przysłoniła sobie ostre światło łapą. Dwie, czarne postacie stały na progu i patrzyły się w ich stronę. Momentalnie odwróciła się też różowa. Przygotowana do kontrataku patrzyła z przymrużonymi oczyma na nas. Z mojego gardła wydobywało się ciche warczenie. P chwili narzuciłam im:
- Kim jesteście i dco tu robicie?!
- To samo mogę się zapytać was! - odszczeknęła różowa lekko unosząc łeb.
- Jesteśmy właścicielami tych terenów, a wy aktualnie jej najeźdźcami. - Powiedział zirytowany tą sytuacją Oruko. Różowa zawarczała głośniej, co bardzo mnie zdenerwowało. Wściekłam się i pobiegłam w ich stronę otwierając pysk i pokazując kły. Różowa w ostatniej chwili usunęła się z mojej trasy skoku, ale że stały przy ścianie, odbiłam się od niej i długim susem wskoczyłam na nią celując w kark. Zatrzymałam się w z kłami tuż przy karku i powoli odsunęłam łeb i patrzyłam na różową leżącą na ziemi.
- Jaka wataha? - Powiedziałam aż zbyt poważnie, bo w takich sytuacjach mój głos zmienia się całkowicie na męski.
- Żadna. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie mam zamiaru sterczeć tu cały dzień. Jaka wataha?!
- Nie należymy do żadnej watahy! - wykrzyczała przerażona młoda. Różowa spojżała na nią. O mało nie zaczęła płakać. położyłam lekko uszy pokazując złość. Zeszłam z wilczycy i poszłam w kierunku wyjścia.
- Polowanie nie będzie czekać! - Krzyknęłam już uspokojona. Oruko luknął na nie ostatni raz i poszedł. Zdecydowanym krokiem wilczyca powędrowała za nami. Patrząca na to mała poszła za nią. Zapolowaliśmy na dość młodą sarnę. Polowanie było szybkie i udane. Ustaliliśmy wszystko z tą dwójką i wróciliśmy do jaskini.
***
Jak ktośtyle nie przeczyta to wrzucajcie po kawałku na tłumacza i niech wam czyta xD To chyba najdłuższa notka w moim życiu. Napisałam ją ja, jako że spodziewałam się że Misaran nie napisze. No trudno... Więc wstawiam tą oto notkę i myślę, że się spodoba. Narazie!
- No i jak zwykle nic. - powiedziałam sama do siebie - a Oruko gdzie? - powiedziałam i powolnym krokiem zeszłam na dół. Powoli oddalałam się od jaskini i wypatrywałam basiora. Po kilkunastu minutach drogi weszłam w teren o maksymalnie wysokiej trawie, ledwo było widać mój nos znad traw. "No pięknie! I jak ja tu znajdę Oruko, jak on jest taki niski??" Pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie: "Dość niecodzienne, żeby wilczyca była wyższa od swojego partnera...". Nade mną przeleciał jakiś czarny zwierz. "Kruk? Nie... Za mały..." Po dłuższym wypatrywaniu lotnika, zorientowałam się, że to nietoperz. "Nietoperze nie latają w środku dnia! Coś się święci..." pomyślałam. Po jakimś czasie dało się słyszeć bieg. Zdecydowanie wilczy, czemu towarzyszył głośny oddech, sapanie. Para wilczyc, najprawdopodobniej młoda i dorosła, biegły centralnie na mnie. Chyba mnie nie zauważyły, ani nie wyczuły. przykucnęłam i przeczołgałam się kawałek dalej i czekałam dosłownie moment na ich dobiegnięcie. Kiedy już przebiegły obok mnie, zdążyłam zauważyć, że jedna z nich, ta dorosła, jest całkowicie różowa. "Róż... Szlag-by-to!" wyszeptałam pod nosem i popędziłam w ich stronę. Kiedy już wybiegły z tej całej trawy wskoczył na różową ten gacek, który wcześniej latał mi nad głową. Posiedział kilka sekund i poleciał w stronę naszej jaskini. "Już wiem...". Obie potruchtały za nim. A ja, starając się zostać niezauważona poszłam za nimi, ukrywając się ile wlezie. Trzymałam się daleko za nimi, żeby szmer nie wzbudzał podejrzeń. Pojawił się on tylko i wyłącznie dlatego że się spieszyłam. Co chwila obracały się, ale mnie nie widziały. kiedy doszły do jaskini początkowo nie znalazły śladów zamieszkania ,ale zauważyły plan jaskini. Weszły głębiej. Jako że było około 12:00 słońce świeciło mocno. Stanęłam na progu jaskini całkowicie widoczna, ale jeszcze się nie obróciły. Dołączył również Oruko i czekaliśmy, aż zareagują. Mała odwróciła się w końcu ze zdziwioną miną i przysłoniła sobie ostre światło łapą. Dwie, czarne postacie stały na progu i patrzyły się w ich stronę. Momentalnie odwróciła się też różowa. Przygotowana do kontrataku patrzyła z przymrużonymi oczyma na nas. Z mojego gardła wydobywało się ciche warczenie. P chwili narzuciłam im:
- Kim jesteście i dco tu robicie?!
- To samo mogę się zapytać was! - odszczeknęła różowa lekko unosząc łeb.
- Jesteśmy właścicielami tych terenów, a wy aktualnie jej najeźdźcami. - Powiedział zirytowany tą sytuacją Oruko. Różowa zawarczała głośniej, co bardzo mnie zdenerwowało. Wściekłam się i pobiegłam w ich stronę otwierając pysk i pokazując kły. Różowa w ostatniej chwili usunęła się z mojej trasy skoku, ale że stały przy ścianie, odbiłam się od niej i długim susem wskoczyłam na nią celując w kark. Zatrzymałam się w z kłami tuż przy karku i powoli odsunęłam łeb i patrzyłam na różową leżącą na ziemi.
- Jaka wataha? - Powiedziałam aż zbyt poważnie, bo w takich sytuacjach mój głos zmienia się całkowicie na męski.
- Żadna. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie mam zamiaru sterczeć tu cały dzień. Jaka wataha?!
- Nie należymy do żadnej watahy! - wykrzyczała przerażona młoda. Różowa spojżała na nią. O mało nie zaczęła płakać. położyłam lekko uszy pokazując złość. Zeszłam z wilczycy i poszłam w kierunku wyjścia.
- Polowanie nie będzie czekać! - Krzyknęłam już uspokojona. Oruko luknął na nie ostatni raz i poszedł. Zdecydowanym krokiem wilczyca powędrowała za nami. Patrząca na to mała poszła za nią. Zapolowaliśmy na dość młodą sarnę. Polowanie było szybkie i udane. Ustaliliśmy wszystko z tą dwójką i wróciliśmy do jaskini.
***
Jak ktośtyle nie przeczyta to wrzucajcie po kawałku na tłumacza i niech wam czyta xD To chyba najdłuższa notka w moim życiu. Napisałam ją ja, jako że spodziewałam się że Misaran nie napisze. No trudno... Więc wstawiam tą oto notkę i myślę, że się spodoba. Narazie!
Aragorn syn Cyndy
Imię: Aragorn
Nazwisko*: Glimm
Wiek: 6 mies.
Płeć: Wilk
Rodzice:Cyndy i Haru
Pochodzenie*: Północne wybrzeże Atlantydy
Partner: Za młody
Potomstwo: Za młody
Stanowisko: szpieg
Historia*: Niedawno przybyłem z matką do watahy Darkness Hunter.Ale przebyłem długą drogę.
Charakter: Posłuszny Uparty
Znaki szczególne*: Plama przy pyszczku po prawej stronie.
Cyndy
Imię:Cyndy
Nazwisko*: Glimm
Wiek: 2 lata
Płeć: Wilczyca
Pochodzenie*: Północne wybrzeże Atlantydy
Partner: Haru
Potomstwo: Syn Aragorn
Stanowisko: Wojowniczka
Historia*: Jak byłam mała porwało mnie stado kojotów w skład tego stada wchodziła podła samica Diasty próbowała mnie zabić ale uciekłam całe cztery miesiące się błąkałam asz dołączyłam do watahy Darkness Hunter
Charakter: Ostra ale raczej miła
Znaki szczególne*:blizna na lewej tylnej nodze.
Misaran
Imię: Misaran
Nazwisko: Harane
Wiek: 2 lata
Płeć: Samica
Pochodzenie: Niemcy
Partner: brak
Potomstwo:Kira Harane córka
Stanowisko: wojowniczka, szaman, medyk
Historia: Urodziłam się w grocie (jaskini) na terenach watahy którą przewodzili moi rodzice. Na początku wszystko było dobrze, ale kiedy nasza wataha miała coraz więcej członków, musieliśmy zmienić miejsce pobytu. Przenieśliśmy się w dalsze tereny w poszukiwaniu jedzenia. Moi rodzice nie mieli czsu się mną zająć, a opiekunka szczeniąt miała ich na uwadze ze 20, więc ja jedyna jej umknęłam, gubiąc się w tłumie. Zostałam sama na starych terenach, gdzie znależli mnie ludzie i zawieźli do zoo, gdzie spodkałam wielkiego, czarnego basiora. Obu nam przebilu prawe ucho małym, srebrnym kolczykiem z numerkiem. Po roku narodziły się szczenięta. Było ich sześć. Jednak kiedy zoo zbankrutowało, wywieziono nas w inne tereny, a szczenięta sprzedano. Zostało tylko jedno; Kira. Basiora wywieziono w inne tereny i najprawdopodobniej nie żyje. Już zdążyłam się z tym pogodzić. Po jakimś czasie, kiedy Kira zaczęła dorastać, znaleźliśmy jaskinię, w której chciałyśmy zamieszkać. Było tam pełno małych zwierząt, między innymi właśnie
nietoperze. Codziennie rano budziłam się widząc małego czarnego nietoperka na ziemi i za każdym razem musiałam go podnosić. Dobrze nam tam było, ale na tereny znów wtargneli ludzie. Musiałyśmy uciekać. Po kilku godzinach uciekania, Kira zauważyła małą czarną plamę na moim futrze - ten malec, który zawsze leżał na ziemi jaskini był przyczepiony do mojego futra. Odtąd zawsze chodziliśmy w trójkę. Będąc w jednym ze stad nauczyłam się rozmaitych żeczy dotyczących leczenia i dobierania do tego ziół. Zostałam szamanką. Inna wataha zaatakowała nas i musieliśmy znów uciekać. Jako że szaman dla tego stada był bardzo ważny kazali mi uciekać. I znów zostaliśmy sami: ja, Kira i Sen(nietoperz).
Lubię:wyć do księżyca, chodzić na spacery.
Nie lubie:pająków, pcheł, ludzi.
Znaki szczególne: kolczyk w prawym uchu.
***
Imię: Kira
Nazwisko: Harane
Wiek: 1 rok
Płeć: Samica
Pochodzenie: Zoo Japonia
Partner: brak
Potomstwo: brak
Stanowisko: szpieg
Historia: Urodziła się w zoo i nie pamięta swojego ojca. Uciekła razem z Misaran i szuka nowego domu.
Lubie:bawić się z nietoperzem
Nie lubię:gdy ktoś atakuje "Sna"(nietoperz)
Znaki szczególne: branzoletka na prawej łapie (złoty)
sobota, 2 lutego 2013
Banner
Oto nasz banner! Rozpowiadamy :3
to adres HTML: <a href="http://okami-no-nihon.blogspot.com/"><img src="http://i47.tinypic.com/htwbnl.gif" border="0"></a>
Nowy dom.
- Od dzisiaj nie lubię poszukiwań! - Wykrzyknęłam na całe gardło idąc z Oruko przez las. zwierzęta dookoła się spłoszyły a ja zwiesiłam beznadziejnie łeb. - Daleko jeszcze? - zapytałam sama siebie.
- Chyba nie... - Odpowiedział wpatrzony na wielką skałę przed nami.
- Że coś powiedział?! - Zdziwiona spojrzałam przed siebie i o mało nie upadłam z wrażenia - I weź spadnij z czegoś takiego... - Za samą myśl o tym aż mnie łapy zabolały.
- No i weź mieszkaj w czymś takim...
- Nom...
- I dlatego właśnie tam zamieszkamy - wymamrotał ledwo słyszalnie i potruchtał do skały wspinając się na nią.
- Czy mi się zdaje, czy to co powiedziałeś, ma oznaczać odpoczynek?
- To dobrze ci się zdaje... - Powiedział stojąc już jakieś 10 m w górę. Pobiegła za nim. jeszcze 40 m dalej była wielka jaskinia. Była piękna.

- Wow... - wymamrotałam.
- Zmieści się cała wataha! - wykrzyknął podziwiając znalezisko. Ja za to powoi przemierzałam korytarze. Łatwo się tam zgubić, jeśli się jest tam tak jak my - pierwszy raz.
- Pewnie należało do niedźwiedzia albo jakiejś dużej watahy. - Ja nadal nie mogłam wykrztusić słowa. Po prostu: wielkie. Wielkie i piękne.
- Watahy... Powiadasz... - wypowiedziałam tylko te dwa słowa.
- O nie... - Ten jego wyraz twarzy... No i szaleństwo gotowe!
- O tak! - Powiedziałam uradowana. - Tu będzie nasza i nie tylko nasza jaskinia.
- Tylko mi powiedz, gdzie wilka znajdziesz!
- Chęć do szukania powróciła. Na razie trzeba obczaić co i gdzie będzie. - I zaczęło się. Rozdzieliliśmy się, aby przeszukać ten labirynt. Po jakimś czasie wzięłam jakiś pręt, który znalazłam w największym pomieszczeniu i zaczęłam. W zmowach i rozmowach wyglądało to tak:
[Czarne napisy dopisane - reszta widnieje na ścianie jaskini w korytarzu głównym na przeciwko pomieszczenia alfy]
- Ujdzie - Powiedziałam lekko podekscytowana moim "dziełem sztuki".
- A co jak tu niedźwiedź mieszka? - zapytał lekko uśmiechnięty czekając na moją reakcje.
- Śmieszne. Wiesz jak od miśków jedzie? Gdyby tu jakiś mieszkał, to nie przetrzymamy nocy. Przesz to widać, że nie ma tu żywej duszy od jakiegoś miesiąca! - Powiedziałam, lekko zirytowana jego pytaniem.
- I na to właśnie czekałem... - Powiedział i wyszedł.
- Gdzie idziesz?
- Jeśli tu ma ktokolwiek mieszkać to może niech nie śpi na gołej skale, co? - Krzyknął będąc już na dole. Spojrzał na mnie i podreptał dalej. Ja wychylona stałam przez chwilę. Luknęłam jeszcze na nasz nowy dom i poszłam za nim. Nazbierało się trochę zeschłej trawy i opadłych liści. Zostawiliśmy to przed skałą i poszliśmy popatrzeć za jakąś rzeką i terenami łowieckimi. Trochę szukaliśmy, ale na skałą był gigantyczny, niezalesiony obszar pełen różnego rodzaju stad i pojedynczych zwierząt. Pierwsze wrażenie? O M G.
- No to żarcia nam nie braknie na następne 15 lat. - powiedział zdziwiony a za razem dumny. Jeszcze lepiej! Na środku tej mega polany były trzy pomniejsze jeziorka. Masakra.
- Ja się z tej jaskini i z tej polany nie ruszę. - Widok był oszałamiający, a lekki podmuch wiatru zaakcentował piękno tego miejsca. Aż się lżej robi na duszy. Wtuliłam łeb w futro Oruko dalej patrząc się na ten malowniczy krajobraz.
- Patrz to! - krzyknął z nijakim wyrazem pyska, chociaż był zdziwiony. Góra ta ciągnęła się dalej. W pewnym momencie ciągnął się wielki wodospad, jakieś 500 m od nas. Do wodospadu dosłownie wchodziła wielka i piękna, czarna wilczyca. Po chwili zniknęła za ścianą wody...
***
I tu zaczyna się legenda tych stron. Czekam na nowych członków, ale nic o tym nie piszcie, jeśli już będziecie. Następna nota już nie długo!
- Chyba nie... - Odpowiedział wpatrzony na wielką skałę przed nami.
- Że coś powiedział?! - Zdziwiona spojrzałam przed siebie i o mało nie upadłam z wrażenia - I weź spadnij z czegoś takiego... - Za samą myśl o tym aż mnie łapy zabolały.
- No i weź mieszkaj w czymś takim...
- Nom...
- I dlatego właśnie tam zamieszkamy - wymamrotał ledwo słyszalnie i potruchtał do skały wspinając się na nią.
- Czy mi się zdaje, czy to co powiedziałeś, ma oznaczać odpoczynek?
- To dobrze ci się zdaje... - Powiedział stojąc już jakieś 10 m w górę. Pobiegła za nim. jeszcze 40 m dalej była wielka jaskinia. Była piękna.
- Wow... - wymamrotałam.
- Zmieści się cała wataha! - wykrzyknął podziwiając znalezisko. Ja za to powoi przemierzałam korytarze. Łatwo się tam zgubić, jeśli się jest tam tak jak my - pierwszy raz.
- Pewnie należało do niedźwiedzia albo jakiejś dużej watahy. - Ja nadal nie mogłam wykrztusić słowa. Po prostu: wielkie. Wielkie i piękne.
- Watahy... Powiadasz... - wypowiedziałam tylko te dwa słowa.
- O nie... - Ten jego wyraz twarzy... No i szaleństwo gotowe!
- O tak! - Powiedziałam uradowana. - Tu będzie nasza i nie tylko nasza jaskinia.
- Tylko mi powiedz, gdzie wilka znajdziesz!
- Chęć do szukania powróciła. Na razie trzeba obczaić co i gdzie będzie. - I zaczęło się. Rozdzieliliśmy się, aby przeszukać ten labirynt. Po jakimś czasie wzięłam jakiś pręt, który znalazłam w największym pomieszczeniu i zaczęłam. W zmowach i rozmowach wyglądało to tak:
[Czarne napisy dopisane - reszta widnieje na ścianie jaskini w korytarzu głównym na przeciwko pomieszczenia alfy]
- Ujdzie - Powiedziałam lekko podekscytowana moim "dziełem sztuki".
- A co jak tu niedźwiedź mieszka? - zapytał lekko uśmiechnięty czekając na moją reakcje.
- Śmieszne. Wiesz jak od miśków jedzie? Gdyby tu jakiś mieszkał, to nie przetrzymamy nocy. Przesz to widać, że nie ma tu żywej duszy od jakiegoś miesiąca! - Powiedziałam, lekko zirytowana jego pytaniem.
- I na to właśnie czekałem... - Powiedział i wyszedł.
- Gdzie idziesz?
- Jeśli tu ma ktokolwiek mieszkać to może niech nie śpi na gołej skale, co? - Krzyknął będąc już na dole. Spojrzał na mnie i podreptał dalej. Ja wychylona stałam przez chwilę. Luknęłam jeszcze na nasz nowy dom i poszłam za nim. Nazbierało się trochę zeschłej trawy i opadłych liści. Zostawiliśmy to przed skałą i poszliśmy popatrzeć za jakąś rzeką i terenami łowieckimi. Trochę szukaliśmy, ale na skałą był gigantyczny, niezalesiony obszar pełen różnego rodzaju stad i pojedynczych zwierząt. Pierwsze wrażenie? O M G.
- No to żarcia nam nie braknie na następne 15 lat. - powiedział zdziwiony a za razem dumny. Jeszcze lepiej! Na środku tej mega polany były trzy pomniejsze jeziorka. Masakra.
- Ja się z tej jaskini i z tej polany nie ruszę. - Widok był oszałamiający, a lekki podmuch wiatru zaakcentował piękno tego miejsca. Aż się lżej robi na duszy. Wtuliłam łeb w futro Oruko dalej patrząc się na ten malowniczy krajobraz.
- Patrz to! - krzyknął z nijakim wyrazem pyska, chociaż był zdziwiony. Góra ta ciągnęła się dalej. W pewnym momencie ciągnął się wielki wodospad, jakieś 500 m od nas. Do wodospadu dosłownie wchodziła wielka i piękna, czarna wilczyca. Po chwili zniknęła za ścianą wody...
***
I tu zaczyna się legenda tych stron. Czekam na nowych członków, ale nic o tym nie piszcie, jeśli już będziecie. Następna nota już nie długo!
piątek, 1 lutego 2013
Oruko
Imię: Oruko (おるこ)
Wiek: 4 lata
Płeć: Wilk
Partner: Fire
Potomstwo: Brak
Pochodzenie: Japonia
Charakter: Potrafi zaakceptować wszystko i wszystkich, jest
całkowicie zapatrzony w swoją katanę, którą potrafi stworzyć, ale to potem. W
obronie rodziny potrafi wskoczyć do ognia, chociaż nienawidzi gorąca. Wszystko
bierze na poważnie, ale to nie znaczy że nie rozumie żartów i przenośni. Bardzo
pomocny, kompletnie nieegoistyczny i wszystko co zacznie, również kończy. Ma
bardzo wyczulone zmysły, szczególnie słuch.
Cechy szczególne: Jasne, bardzo widoczne turkusowe oczy. Jest
pół niebieski pół biały, co w świecie wilków nie jest zbyt normalne. Często
przy walce wyciąga katanę.
Moc: Lód. Po złączeniu łap i klepnięciu w lewy bark powstaje
katana.
Stanowisko: Szpieg, wojownik, mag lodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




