Chat

środa, 1 maja 2013

kawał

Siemanko tu Misaran 
jak wiecie jestem na wuprawie
, aby czas mijał szybciej  opowiem wa
 kawał : Stoi blondynka na przystanku przychodzi brunetka i pyta się "którym jedziesz " blondynka mówi " jedynką ,a ty ?"
odpowiada " dwójką" kilka minut później przyjeżdża 12 patrzą i mówią  " jedziemy razem". KONIEC  
       nikogo nie chciałam urazić :):*     

sobota, 6 kwietnia 2013

Koniec

Właśnie Cyndy wyleciała z watahy z wieeeelkim hukiem. Szczerze - od początku było widać, że nie umie pisać i nie wie co to znaczy być wilkiem, ale, nie będę nią i nie będę się teraz tym martwić. Mamy 2 nowe sojusze. Jeszcze nie są dopisanie, ale zaraz to zrobię.

niedziela, 31 marca 2013

Jaskinia

Ruszamy! I nie mówić mi przez 4 tygodnie "Nie mam kompa", "Mam karę" albo "Nie mam czasu na czytanie ani pisanie"! Nie ma! Koniec wagarów. Myślicie, że ktoś dołączy do takiej watahy? Chyba kretyn. Tak więc notka.

***
Ruszyliśmy. Nie należało to do najłatwiejszych podróży, tym bardziej, że Cyndy ledwo żyła. Coraz więcej czuć było Savrusów. Wkurzające. Doszliśmy do jakiejś gigantycznej jaskini. Uprzedziła nas jednak walka z dwoma Savrusami, takimi jak wcześniej. Zdecydowaliśmy jednak, że wyślemy jednego ze szczeniaków do zbadania jaskini. Nie mógł jednak iść sam. Poszłam razem z Aragornem.

-I co teraz młody? - Spytałam po cichu wchodząc do jaskini.
-Piekielnie tu ciemno. - Odpowiedział po chwili. - Gdzie ty jesteś? - Aragorna podskoczył słysząc ciche iskrzenie. Na końcu mojego ogona pojawiło się światło. Rozpaliłam kontrolowany ogień na ogonie.
-Tu. - powiedziałam gdy tylko się rozjaśniło.
-A ja myślałem że coś się fajczy... - powiedział nieco ironicznie i ruszyliśmy dalej. Szliśmy przy prawej ścianie, zdawało się, że na lewej są umieszczone klatki, ale nie mieliśmy zamiaru podejść. kawałek dalej było rozwidlenie.
-Tradycyjnie, rozdzielamy się? - Spytał.
-Nie mogę cię zostawić na pastwę Savrusów.- odpowiedziałam patrząc w dwa tunele. - Najpierw zbadamy jeden, potem drugi... Zaczniemy od lewego. Po pięciu minutach drogi wpadliśmy w ślepy zaułek.
 - No pysznie... Idziemy do drugiego. - Wróciliśmy się i weszliśmy do drugiego. Tym razem bardziej się spieszyliśmy. Chciałam być u Misaran jak najszybciej i zakończyć tą całą paranoję. Po dziesięciu minutach drogi...
-No chyba nie!!! - Wydarłam się na cały głos. - To Kurna nie jest zabawne! Ciekawe co teraz kurna! - wykrzyczałam badając kolejno każdą ścianę. Kolejny ślepy zaułek! - Gdzieś tu musi być jakieś przejście! Kto strzegłby pustej jaskini?! Szlag... - usiadłam i myślałam. Aragorn nadal szukał. - Wracamy się - wykrztusiłam wreszcie poważnym tonem. Podniosłam się i wzięłam szczeniaka w pysk. Strasznie krzyczał. Zawarczałam głucho i przygotowałam się do biegu, chociaż raczej wyglądało to jakbym chciała skoczyć. Szczenie uciszyło się. Po kilku sekundach wyskoczyłam jak z procy. Niecałe 30 sekund później byliśmy na miejscu. Odłożyłam szczeniaka na ziemię i zaczęłam się rozglądać. W końcu wstałam i podeszłam do ściany. Porządnie ją obejrzałam, chwilę później Aragorn poszedł w moje ślady i razem szukaliśmy dalej.
-Aragorn! - krzyknęłam obracając się za szczeniakiem.
-Jest?
-Taa... Przeciśniesz się? - Spytałam. Szczeniak bez najmniejszego sprzeciwu zaczął się wspinać.
-Jestem! Teraz ty spróbuj. - Powiedział, a odbijające się od ścian echo strasznie mnie zniechęcało... Ale w końcu zaczęłam próbować. Wcisnęłam do środka przednie łapy i pysk. Już miałam wejść... I coś zaszemrało mi z tyłu. Momentalnie i niekontrolowanie obróciłam się w tył. Pustka. Rozejrzałam się  jeszcze i poszłam. W środku ledwo dało się poruszać, ale Aragorn truchtał nic sobie z tego nie robiąc. W końcu jest mały. Po 10 minutach widać było wyjście, ale obok było jeszcze mniejsze. Oba dalej kawałek jeszcze ciągły. Rozdzieliliśmy się, powiedziane było, że spotkamy się w tym samym miejscu w którym się rozstaliśmy za 20 minut.
***
I jak? Teraz wy piszecie! Ale o tym, co wy robicie, nie o mnie. I pamiętać że Aragorn poszedł ze mną, jasne? I streszczamy się! Piszcie o tym jak walczycie, albo Misaran np. co tam robi. Tylko ty jesteś w tej jaskini. I git! BYE!!

sobota, 9 marca 2013

Wilcza noc

Hura niedługo Wilcza noc.
  Więc trzeba uzbroić się w cierpliwość.
Lista:                          
1. Upolować jedzenie.
2. Przestroić jaskinie.
3.Być miłym dla wszystkich.
4. Poświęcić palemki.
5. Koniec gotowe święta.

piątek, 8 marca 2013

Dzień wilczycy

Dla was pewnie jest to dzień kobiet, ale nie dla wilków. Tak więc mamy dzień wilczycy. Niestety nie ma od kogo dostać prezentu (mówię tu o basiorach/samcach dla niekumatych) więc ja chcę wam złożyć życzenia i życzyć wam wszystkiego co wam się wymarzy. Mam też nadzieję, że jakiś basior w końcu do nas dołączy, chociaż zbyt dużego wyboru wader (wilczyc dla niekumatych) to też nie będzie miał xD Pozostała na razie tylko biedna Misaran, która nie ma partnera. Mam nadzieję też, że nasza wataha wreszcie ruszy z miejsca, i coś się u nas stanie. Podobno co jakiś czas ktoś wchodzi na chata, więc może jednak nie jest tak nudno, ale przede wszystkim chcę, żeby ta wataha miała więcej członków, bo jak tak dalej pójdzie, to upadnie. Staram się jak najlepiej poprawiać watahę, ale bez wilków ani rusz, więc powiem tak: ja się staram, więc wy też się postarajcie - jeśli gracie w jakieś gry, w których są prezentacje albo co to piszcie o watasze ile wlezie! Jeśli czytacie jakiegoś bloga to reklamujcie ile wlezie! Też spróbuje, ale sama nic nie zdołam. Ruszmy się wreszcie i stwórzmy dobrą, zgraną watahę!

Miłego dnia wilczycy! ♥











                                            __
                                          /  \\\\
                                          |       \
                                       / \|         \__
                                       \             \   \
                                        |                  \
                                       /                    |
                                     /                       \
                                    /                     \  /
                                  /                        \/\
                                 /                            \
                                |                               |
                                |                                \
                                \                                 \
                                 \                                 \
                                  |                                  \
                                  |          \                          \
                                   |        /\        /                  \
                                    |      |   \     /                    |
                                    |      |      \  |                      |
                                     |     |        \|                     |
                                  _/     |   ___/        /           /
                               /____/   /___ ____/           /
                                                           /           \
                                                            \           |
                                                              \       /
                                                                 \ /
                                                             







środa, 6 marca 2013

List cz. 2

Cyndy leżała nieruchomo na ziemi. Obok niej wyłożył się Aragorn i wtulił się w jej futro. Kira patrzyła na nią z przerażeniem. Ciężko oddychała i się nie ruszała. Coś co ją zaatakowało nie było wilkiem... to Savrus! Chyba najgorszy jaki mógł nam się w tej chwili trafić... Savrus Core. Ten akurat był cały czarny i miał czerwone pasy na sierści. Każdy Core ma dwa ogony, zakończone kolcami, wielkie zęby i chęć zabijania. Dla tego zrobi wszystko. Najagresywniejszy spośród wszystkich.

 Spojrzał na Kirę. Ona tego nie zauważyła. Skok. W ciągu jednej sekundy znalazł się na miejscu, ale zdążyłam ją odciągnąć. Pobiegł za nami. Kira z piskiem patrzyła co się dzieje. Oruko zagrodził mu drogę i wyciągnął katanę. Core slalomem dotarł do niego, co uniemożliwiało atak. W ostatniej chwili osłonił się mieczem, w którego wgryzł się Savrus. z pyska leciała mu krew, a ten jedynie się oblizał i wybuchnął śmiechem, lecz od razu zaatakował. Nie zauważył mnie od góry przez co oberwał sporą kulą ognia. Po uderzeniu upadł na ziemię. Patrzył się na nas z nienawiścią. Powoli się pdnosił.
 - Nie mam w zwyczaju dobijania... - powiedział Oruko, jednak Savrus wywrzeszczał po japońsku "yurusan!" stojąc już na wszystkich łapach i rzucił się w naszym kierunku. Coś nie bardzo mu się to udało. Kazana rozcięła mu cały bok. Rana trysła krwią, a sam Core upadł na ziemię i już nie wstał. Następną ciekawostką o nich, jest to, że potrafią mówić tylko po japońsku i nie za wiele, co nie dotyczy Savrusa Var, który nic nie mówi. Jak to Savrus, powoli zmienił się w pył, który chwilę po tym odleciał z wiatrem. Przerażona Kira upadła na ziemię.
 - No to pięknie! Teraz mamy dwie na gapę! - wykrzyczałam. Na szczęście niedaleko była kałuża. Pochlapałam wodą Cyndy. Wstała.
 - Mam szczęście że cię nie otruł. - wymamrotał Oruko. Wilczyca z trudem wstała. Wzięłam Kirę na plecy razem z Aragornem, żeby pilnował jej, kiedy będziemy szli. W końcu wyzbieraliśmy i ruszyliśmy dalej.
***
Kurna, krótka notka. No cóż, niestety, i tak więcej nie napiszę. Jutro albo w piątek skończę. Nie wiem, czy zauważyliście, ale mamy chata i powstawiałam wam plusy. No to chyba wszystko na dziś. Bye!

niedziela, 3 marca 2013

Myśli nie dają spokoju...

CYNDY:

Ciągle rozmyślałam o Misaran: Gdzie jest, co robi, i co się z nią dzieje.
-Haru! Hoć tu. Też o niej myślisz?
-Nie myślę. - Powiedział żartobliwie.
-Haha bardzo śmieszne wiesz nie pomagasz. - Powiedziałam ze złości.
Aragorn nic nie rozumie. Biedna mała Kira.Ona chyba też nic nie rozumie.
- Za 15 minut się zbieramy - krzyknął Oruko.
- Cyndy wszystko w porządku? - Spytał Haru.
-Tak, nic mi nie jest. - Ale skłamałam. -  nerwy chodziły mi jak sarny na polanie w słoneczny dzień.
Musze spytać się coś Fire bo nie wytrzymam. Zanim spytałam się jej czegoś zauważyłam cień wilka
zza krzaków.
-Fffire widdziałaś to...?! - powiedziałam nerwowo nie dokańczając. - Był tam jakiś masywny wilk na pewno nie Oruko ani Haru!!!
***
FIRE:
 Spojżałam ze zdziwieniem na Cyndy. Że co? Ja to tam nic nie wiedziałam... pomyślałam i spojrzałam w miejsce na które wskazywała Cyndy.
 - NO TAM TO TAKIE WIELKIE!!! - Wywrzeszczała i się tłumaczyła... aż w końcu zaszumiało... w miejscu na które wskazywała. Uciszyła się momentalnie. Nie dokończyła nawet sylaby i razem patrzyłyśmy w tamtym kierunku. Znów coś się poruszyło, ale wyglądało na to, że odchodzi.
 - Co to..
 - Cicho! - wyszeptałam. - idziemy do Oruko, zaraz wyruszamy. - Misaran dobrze wiedziała, że na północ iść nie powinna. Słyszała jak kiedyś rozmawialiśmy tym z nim. Nie wiedziała jednak co się tam kryje... Poradziła by sobie, ale nie za długo. Właśnie dlatego do niej idziemy.
 - 5 Minut! - usłyszałam Oruko stojącego na skale.
***
CYNDY:
 Tylko 5 tylko 5 wytrzymam wciąż nie wiem co to ani skąd to tu jest no nic może się kiedy indziej dowiem.
-Mamo co robisz?-Spytał mały Aragorn.
-Nic nic stoję tylko. A co chcesz?-Zapytałam.
-Kira cie woła-Żekł.
-Już do niej idę.-Z niechęcią powiedziałam i poszłam w stronę Kiry.
-Co?-Spytałam.
-Gdzie mamusia?
-Hmmm... Yyy poszła na spacer.-Skłamałam.
-Aha dobrze.-Odrzekła Kira
Nie wiem co ja mam zrobić z tą małą Kirą Misaran jest nieodpowiedzialna!
-Cyndy!- powiedział Oruko.
-Tak?
-Podczas wyprawy będziesz odpowiedzialna za Kirę dobrze?-Zniecierpliwiony spytał.
-Nie ma sprawy zaopiekuje się nią!.-Wykrzyknęłam.
I jeszcze czego szczeniaki na mojej głowie dosłownie...
-Kira, Aragorn zejdźcie mi z głowy!Krzyknęłam.
-Ok.-Powiedziały szczenięta, gdy nagle usłyszałam głos Oruko:
-Wyruszamy Cyndy wiesz co masz robić.
-Tak.-Wiem.
Wreszcie wyruszyliśmy tam coś jest znowu cień wilka-Nowet nie zauważyłam  jak stanęłam, moje stado było długo przede mną chyba z 10 min drogi.
-Kurcze zagapiłam się!-Gdy nagle poczułam chłód na prawym uchu.
Ktoś oddycha za moimi plecami.-Pomyślałam.
-Zanim się odwróciłam byłam nie przytomna usłyszałam warczenie wilków-Hyba się biły.
-Gdy się otcknełam widziałam Oruko i Haru. 


sobota, 2 marca 2013

List cześć 1

Do niedoświadczonych w życiu stadnym: jeśli piszę część 1 to na pewno napiszę też drugą. Pomiędzy pisania np. 1 i 2 części można napisać taż swoją notkę, ale musi się ona zgadzać z tym, gdzie było się w poprzedniej notce i co się działo.
***
Weszłam do jaskini. Byłam padnięta. Ciągle tylko polowania... Chciałam napić się z naszego podręcznego jeziorka, i pójść spać. Jednak coś innego przykuło moją uwagę...*

 Podeszłam powolnie do małej kałuży z czystą wodą, która mieściła się nisko, na filarze podtrzymującym sufit. Odruchowo, lecz nie potrzebnie schyliłam łeb, aby się napić, w wyniku czego zanużyłam cały pysk w zimnej, krystalicznej wodzie. Chłód pozwolił odpocząć, więc powoli, mimochodem położyłam się trzymając pysk nadal na swoim miejscu... Zamknęłam oczy.. omal nie zasnęłam, gdy nagle skojażyłam - przez cały czas nad moim pyskiem widniał skrawek lekko złotawego, podartego papieru... Z niechęcią przeczytałam tytuł... który od razu mnie obudził. Zdecydowanie, jednak powoli usiadłam ciągle wpatrując się w zawiziątko przyczepione na ścianie. Lekko łapą przylgnęłam "List do Alfy" do skały i coraz to szybciej przerzucałam wzrok odczytując kolejne litery, które dawały coraz to nowsze informacje. Wybiegłam z jaskini i pędem ruszyłam za Oruko. Nie było mi do śmiechu. Misaran gdzieś poszła... Ja zaraz padnę przez te polowania... Oruko gdzieś zniknął... Wszystko na mojej głowie. W końcu znalazłam. Siedział pod drzewem i rozmyślał. Wróciliśmy się razem do jaskini. Po drodze dołączyła do nas Cyndy, Kira, Sen i Aragorn. Przeczytałam im list.
 - Przecież jest, dorosła, niech robi co chce, poza tym w stanie naszej watahy przydał by się chociaż dobry medyk, który ma cokolwiek... - Cyndy uciszyła się na chwilę i spojrzała na kartkę, a że siedziała przede mną, widziała jej tył. - ...a co to tam pisze?
 - Gdzie? - Odruchowo obróciłam skrawek papieru i ku mojemu zdziwieniu, z tyłu napisała że idzie na północ. Zamurowało mnie. Oruko usiadł mnie i doczytał. Siadł jak wyryty. Czułam, jak waliło mu serce.
 - PÓŁNOC!! - Wykrzyknął po jakimś czasie. - Zbieramy się. - powiedział. Po zebraniu, kiedy zaczęliśmy się powoi rozchodzić, powiedziałam, że mamy 20 minut i idziemy. Reszta watahy, była bardzo przejęta, ale nie tak przerażona jak my. "No i co jest złego w północy?" ciągle jedno pytanie. Oj jest coś złego... Północ to miejsce z którego przyszliśmy, czyli tym samym, tereny Savrusów... Lepiej być nie mogło...
***
No i tradycyjnie - skończę później : ) Bye!

List do Alfy

Droga Fire wyruszyłam na kilku dniową wyprawę.
Kira nie może iść zemną  jest za mała na taką wyprawę Sen też zostaje.
Nie wiem kiedy wrócę, ale postaram się jak najszybciej. 
Będę na tej wyprawię zbierała potrzebne zioła do eliksirów.
Nie martw się wszystko będzie dobrze.

czwartek, 21 lutego 2013

Info

 No tak... Nikomu nie udało się podpisać do dzisiaj, więc nikt nie ma plusa. Cyndy się zrombał komp, więc notkę kolejną, pisze Misaran. I streszczaj się!Nie jest to zyt długie, ale chcę powiedzieć, że zaczynamy wielki nabór. Rozpowiadajcie więc! Ja osobiście zareklamuję watahę gdzie się da i mam nadzieję, że ktoś nowy dołączy... Tak więc żegnam się z wami i życzę miłych, niestety ostatnich, trzech dni ferii : ) Bye!!

Życie przed watahą!

  Po kilku godzinach uciekania, Kira zauważyła małą czarną plamę na moim futrze - ten malec, który
zawsze leżał na ziemi jaskini był przyczepiony do mojego futra.
 Powiedziałam: 
 -To mały nietoperz - Chwilę później, Kira nazwała go "Sen".
-Nie możemy go wziąć z nami.- Powiedziałam.
-Dlaczego?-Zapytała Kira i spojrzała na Misaran swoim szczenięcym wzrokiem.
-No dobrze, ale to nie zabawka pamiętaj.- Orzekłam z poważnym tonem.
-Dobrze mamusiu będę pamiętać!-Odpowiedziała Kira
 Kilka dni później poszłyśmy napić się ze źródła. Mała tyrpnęła mnie mówiąc, żebym spojrzała na pobliski wodospad. Zauważyłam czarną wilczycę opiekującą się szczeniętami. Wszystkie były czarne. 
Chciałam podejść bliżej, ale ona ustawiła się do walki. Koło wodospadu były rzeczy do mikstury uleczającej. Kira plotła dla mnie torbę w, której miałam schować mikstury.  
 Tydzień później znalazłyśmy jaskinię wyglądała, że jest opuszczona, a jednak nie za nam stanęły dwa wilki to byli Fire i Oruko. 

wtorek, 19 lutego 2013

Polowania nie są łatwe cz. 2

 Po nieudanym polowaniu wróciliśmy do jaskini. Zaczęliśmy się wygłupiać. Śmialiśmy się, bawiliśmy... Jednym słowem: szaleństwo. Potem zastanawialiśmy się, jak zdobyć nowych członków.
 -Może jakiś rozgłos? - zaproponowała Cyndy.
 -Konkrety! - odpowiedziałam zamyślona.
 -A może ta druga wataha... - wyszeptała Misaran
 -Nieee... - powiedziałam patrząc się w sufit. -Chociaż może gdyby...
 -Co?
 -Ale to bez sensu... - i myślimy dalej.
 -Idziemy polować! - wydarł się nagle Aragorn.
 -I to jest rozwiązanie! - Kira pobiegła za nim.
 -Właśnie dlatego nie mam szczeniąt... Im to tylko polowania w głowie! - powiedziałam i wszyscy wybuchli śmiechem. Poszliśmy za nimi. Tym razem zwykła strategia. Aragorn był z Kirą. Mieli za zadanie podprowadzić do nas stado. My za to czailiśmy się, trochę rozstawieni, w półkolu, dość blisko zdobyczy. Kira chwilę później, razem z Aragornem, wyskoczyła z zarośli jakieś... 15 m od saren. Wystraszone stado (przez dwa szczeniaki O.o) rozproszyło się. I teraz nasza kolej. Sarna leciała prosto na mnie. Kiedy była jakieś 4 m ode mnie wyskoczyłam obnażając kły. Łania energicznie wyhamowała, przez co prawie się nie wywróciła, ale skręciła, a ja wylądowałam tuż za nią. Zaczęła się gonitwa. Powoli ją doganiałam. Nagle z boku wyskoczył Oruko. Trochę "od frontu", więc sarna znów wyhamowała, a ja miałam okazję. Rzuciłam się a nią, wbijając ostre zęby w kark. Łania zaczęła się chwiać. Dołączył Oruko. Złapał za lewą, przednią nogę, tak, że się wywróciła. Oruko przytrzymał nogę, a ja zadałam ostateczny cios. Misaran i Cyndy też upolowały. W końcu nie zjedliśmy wszystkiego, więc zostawiliśmy.
 -Kurde co za wredne sarny! Nie chce mi się za nimi biegać... - powiedziałam zniechęcona i położyłam się na trawie.
 -Taki już wilczy los - powiedziała Cyndy śmiejąc się cicho. Wylegiwaliśmy się tak jeszcze trochę, jakieś... pół godziny i poszliśmy się napić. Znów widzieliśmy Czarną, ale tym razem, chyba przed czymś uciekała. Przez chwilę biegła w naszą stronę, ale potem zwolniła, zatrzymała się, obejrzała, i poszła. To było dziwne. Ale chwilę wcześniej słychać było bardzo głośny... ryk. Inny niż niedźwiedzia. Bardziej... Basowy i głośniejszy. Ruszyliśmy w stronę jaskini. Już pod wieczór. Wszyscy padnięci poszli spać.

***

Notka jak notka. Możecie nawet krótszą napisać, ale bez przesady. Żeby to nie było kilka zdań. Iiiiiiiii kręcimy kołem forrrrtuny... Bum! Cyndy! Piszesz następną notkę! Misaran, przygotuj się. Nie sądzę, żebyś swoją notkę napisała szybko, więc dokończ tą co piszesz i czekaj aż Cyndy skończy.  nie zdziwcie się jak napisze Cydy albo coś w ten deseń, bo coś mnie tak dzisiaj bierze na to. To narazie! Czekam na notkę Cyndy! Bye!

Ruszamy się!

 Co z wami! Notki mi tu pisać! A tak w między czasie, to zrobimy sobie listę obecności:
zielony - podpisany
żółty - usprawiedliwiony
czerwony - niepodpisany

Pod notką piszecie jakikolwiek komentarz, byle by świadczył o tym, że jesteście:
Fire
Cyndy
Misaran

Macie na to góra 2 tygodnie, chociaż powinien być 1. Jak nie to minus.

A teraz ciąg notek! Ja zaczynam, a pod notką napisze, kto następny.
Cyndy, możesz to udokumentować w gazetce.


Aha, jeszcze jedno, kto podpisze się do 21.02 PLUS.

czwartek, 14 lutego 2013

Polowania nie są łatwe cz. 1

 Tego dnia mieliśmy iść na nasze.. trzecie? Trzecie wspólne polowanie. Chcieliśmy zapolować na stado jeleni. Ja z Oruko jedliśmy głównie małe ssaki, tj. zające, króliki. Zdarzało nam się nawet, że siedzieliśmy kilka godzin i jedliśmy jeżyny i różne inne owoce. Aż mi zbrzydły. Ciężko było pierwszy raz coś upolować. Zazwyczaj jedno z trzech polowań się udaje. Do takich rzeczy używa się tylko i wyłącznie umiejętności łowieckich i siły. To właśnie było tu wymagane.
 Za kilka dni miały się zbliżać - wymyślone przez Cyndy - zawody w polowaniu królików. Przyznam, że to dość zabawne, ale pomysł mi się spodobał. Dzisiejsze polowania były liczniejsze, niż wcześniej. A przynajmniej miały być.
 Rano wyszłam wcześnie (jak na mnie) z jaskini. Jako że ja i Oruko byliśmy wilkami z miasta, doskonale wiedzieliśmy, jak mierzy się czas. Już pierwszego dnia zbudowaliśmy zegar słoneczny, który obecnie wskazywał 9:00. Przeciągnęłam się i poszłam nad rzekę, aby się napić. Oruko już dawno łaził po terenach. On nie potrafił usiedzieć w miejscu tak jak ja, bo był urodzonym podróżnikiem. Musiał połazić, natomiast ja to trochę inna historia. Tak czy siak - kiedy doszłam do rzeki zobaczyłam Czarną przechodzącą przez las. "A ta znowu tutaj?". Patrzyłam jak maszeruje pilnując szczeniąt. kiedy tak się w nią wpatrywałam, zauważyłam za nią - dość daleko - Oruko. Moja pierwsza reakcja? "LOL". Ale w końcu zauważył mnie i porzucił śledzenie Czarnej. Przeskoczył po najbliższych kamieniach i podszedł do mnie. Przywitaliśmy się jak zwykle i ruszyliśmy w stronę jaskini, żeby znaleźć resztę. Po pół godziny poszukiwań byliśmy w komplecie. Polowanie czas zacząć. Wędrując po lesie szukaliśmy stada. Szczeniak Cyndy, Aragorn, stanął jak wyryty. Cyndy pochyliła się lekko szepcząc mu coś do ucha. Młody poprowadził nas, co wydawało mi się zabawne. Ku mojemu zdziwieniu, zaprowadził nas do stada, w którym były 3 młode. Zdecydowaliśmy, że zaatakujemy większego, a potem młodego. Wzięliśmy za cel matkę jednego z młodych. Nie była ona łatwym celem. Ciągle trzymała się obok rogatego, a jeszcze obok mały. Ale to właśnie miało być coś, co nas rozkręci. Zapewne za pierwszym razem nie wyjdzie, ale na pewno samo się nie upoluje. Raz się żyje. Ustawiliśmy się tak jak wcześniej zaplanowaliśmy. Cyndy miała rozpocząć akcję. Jej zadaniem było rozproszenie stada. Na jej grzbiecie - nie wiem jakim cudem - ciągle siedział Aragorn. Kiedy wszyscy się ustawili, wysłałam jej sygnał. Przygotowała się do biegu... i jednym susem znalazła się 3 metry od najbliższego zwierza - rogatego. Z przerażenia zaczął wymachiwać kopytami, ale ona wyminęła go, podczas gdy reszta stada już dawno rzuciła się do ucieczki. Rozgoniła je na wszystkie strony. Teraz nadeszła kolej Misaran. Skoczyła na nasz potencjalny obiad, ale coś nie wyszło i spadła. Kira jednak nie wybiegała od planu, chociaż korciło ją, i pobiegła po "podwieczorek" czyli po małego parzystokopytnego. Jej udało się tylko dlatego, że był prawie mniejszy od niej. Nie złapałam, nawet z pomocą Oruko, większego. No cóż - polowanie zaczyna się od nowa. To była pewna porażka. Zjedliśmy małego i szykowaliśmy się do kolejnego ataku.
***
A reszta jutro! Po drugiej części wbijam z listą obecności - strzeżcie się! xD

sobota, 9 lutego 2013

My i nasza wataha

I znów zachęcam do skorzystania z czytania tłumacza google :D
***
Wataha zaczęła się powiększać... I to w maksymalnym tempie. W jeden dzień zdobyliśmy dwie członkinie i ich rodziny. W sumie to nie ma u nas żadnego wolnego samca. Mam nadzieję, że za niedługo jakiś dojdzie. Puki co nie narzekamy, bo wszystkiego nam starczy i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Każdy ma inne przeżycia, chociaż nie wiele o sobie wiemy. Jednak każdy z nas kiedyś przeżył coś strasznego i to nas trzyma - żeby odzyskać dawny spokój. Nie mamy żadnych wrogów. Ja jako jedyna nadal, po dołączaniu do wielu watah, pamiętam tego kogoś, o kim myślę za każdym razem, kiedy stanie się coś złego. Cordis. Był to mały, wredny, chodzący na czterech łapach "wnerwiacz" który potrafił tylko denerwować wszystkich dookoła. Na szczęście już go tu niema. Robimy małę postępy, zwiedzamy tereny. Powinno nam się tu dobrze żyć. Mamy tutaj piękne widoki, między innymi wielki wodospad, który jest na naszej górze~~~~ I tu przerwał mi Oruko. Szybko zwinęłam skrawek papieru i pobiegłam odsłonić liście sprzed wejścia do pomieszczenia Rady Stada.
 - Co jest? - Zapytałam, a serce waliło mi jak szalone. Było to widać na kilometr.
 - Coś ty taka przerażona?? - Basior patrzył mi prosto w oczy. Wytrzymałam ze dwie sekundy i powiedziałam:
 - Choć, to nie miejsce do gadania! Co będziemy tak stać na progu... - I szybko uciekłam swoim wzrokiem w inną stronę i ruszyłam w stronę wyjścia. Zdziwiony popatrzył na mnie przez chwilę - No chodź! - W końcu się ruszył i poszedł za mną. Poszliśmy znów w to miejsce co kiedyś. Wtedy kiedy widzieliśmy tą czarną wchodzącą do wodospadu. Usiedliśmy w tym samym miejscu. - A więc? Co chciałeś ode mnie?
 - Widzisz...
 - No nie widzę! - Przerwałam -  Streszczaj się!
 - Spieszysz się?
 - Nie, ale nie chcę żebyś owijał w bawełnę. Krótko.
 - Obok nas mieszka inna wataha - Powiedział bez chwili wahania. Siedziałam jak zaczarowana.
 - Co?
 - No to co ci właśnie powiedziałam. WA-TA-HA.
 - No tyle to ja wiem! Ale skąd to wiesz?? Chcą walczyć??
 - No właśnie wręcz przeciwnie. Chcą zawrzeć sojusz.
 - Byłeś u nich?
 - Oni byli u nas. Potrzebują pary alfa.
 - Do podpisu?
 - Dokładnie.
 - Ale żeś mnie przestraszył... - Wtuliłam się w futro basiora i siedzieliśmy tak dłuższą chwilę gadając o wszystkim i o niczym. Być może to z tej watahy pochodzi ta czarna... No nic. Wypadało by ość, ale mi się nie chciało, więc stwierdziłam, że pójdziemy później. Tak się zagapiłam, że nie zauważyłam Misaran
 - Halo! - krzyknęła. - Ziemia do Fire!
 - No co!
 - No właśnie to że czekam aż mi odpowiesz! Co wy tu tak siedzicie?
 - Tak sobie... - powiedział Oruko patrząc na mnie.
 - Co chcesz? - Zapytałam  po chwili patrzenia się na niego
 - Nic nie chcę. Myślałam, że gdzieś poszliście. - Powiedziała. - A idziecie gdzieś?
 - Idziemy zawrzeć sojusz z inną watahą
 - To się ruszajcie! A nie siedzicie jak te krowy na granicy! - I od razu zachciało mi się iść.
 - Nie denerwuj mnie! - Krzyknęłam z lekkim uśmiechem na pysku i poszłam na dół. Oruko ruszył za mną, a zadowolona Misaran. Patrzyła się jak schodzimy. - I nie włazić mi do pomieszczenia Rady! - Nie wiem czy to usłyszała, ale chyba to oczywiste, że jak się nie jest w Radzie to się tam nie wchodzi.
 Basior zaprowadził mnie na miejsce, gdzie spotkaliśmy strażników, a raczej czujki dzienne.
 - Czego tu?
 - Fire i Oruko, alfy watahy Darkness Hunter, przyszliśmy na wezwanie o zawarcie sojuszu.
 - Prosz... - Strażnik zaprowadził nas do jednej z licznych, wykopanych pseudo-jaskiń, gdzie czekała na nas para alfa.
 Przez chwilę rozmawialiśmy o naszych osiągnięciach stażu itp. ale my nie mieliśmy za bardzo czym się chwalić. Po rozmowie czarny, czyli samiec alfa, przyniósł kartkę, na której było coś napisane. Kazali nam to przeczytać i podpisać, chyba że się nie zgadzamy. Było tam między innymi napisane, że obie watahy mają obowiązek pomagać sobie wzajemnie w trudnych sytuacjach, co spodobało mi się najbardziej. Prawie każdy z warunków bardzo mi pasował, więc podpisałam się na tym, po czym oddałam pióro Oruko. Oni za to dali nam taką samą kartkę, powiedzieli nawet, że możemy sobie sprawdzić, czy to jest to samo. Były tam ich podpisy. Pogadaliśmy jeszcze chwilę a potem przypomniało mi się o czarnej.
 - Znacie może tą waderę, która przechodzi co jakiś czas do wodospadu?
 - Czarna? - zapytała.
 - Tak.
 - To taka miejscowa legenda. Co jakiś czas słychać wycie i piszczenie szczeniąt, jednak nikt ich z bliska nie widział. - Powiedział, trochę tylko niższy ode mnie wzrostem basior o donośnym, basowym, ale przyjaznym głosie.
 - Wszystkie szczenięta były czarne...
 - Podobno są to tylko zwidy, bo kiedyś mieszkała tu taka czarna wilczyca, ale szczenięta stracił już dawno temu...
 - Co się z nimi stało?
 - Kiedy ludzie zrobili sobie tu obóz, wjechali dużym czymś i przejechali cały miot.
 - Straszne...
 - Kiedy czarna to zobaczyła rzuciła się na ludzi i zabiła prawie wszystkich. Do tej pory podobno się nie pozbierała z utraty swojego pierwszego miotu i udaje że szczenięta nadal żyją. Jest w tym tak dobra, że nawet inne wilki je widzą. Podejście do niej bliżej grozi śmiercią, dlatego nikt nic o niej nie wie.
 - Wow. - powiedziałam siedząc jak wyryta z otwartym pyskiem i gapiąc się w jedno i to samo miejsce - za pysk basiora.
 - No co? - Nagle zorientowałam się co robię, potrzęsłam łbem i rozejrzałam się po jaskini.
 - Aaa...! Wciągnęło mnie to. - Para alfa zaśmiała się cicho i po chwili również ja dołączyłam do nich, razem z Oruko.
 - Dobra, musimy się zbierać, bo sobie bez nas nie poradzą. - Wstałam i pożegnałam się z nimi i odprowadzili nas do granicy swojego terytorium.
 - Zapraszamy w razie problemów.
 - Wzajemnie. - Wymieniliśmy ostatnie słowa i poszliśmy. Zbliżał się wieczór. Kiedy wróciliśmy do jaskini wadery zasypały nas pytaniami. A my oczywiście musieliśmy odpowiedzieć. Po męczącym dniu musieliśmy odpocząć, więc poszliśmy spać.

piątek, 8 lutego 2013

Życie zaczeło się od początku...

Rano obudziłam się koło rzeki, obudził mnie mój syn.
-Mamo musimy ruszać.
-Dobrze już wstaje.Odpowiedziałam.
Ranek był jak każde inne tylko wiatr był trochę inny.
-Dziś się coś stanie czuje to.
-Ale co sie stania mamo.Zapytał zaciekawiony Aragorn.
-Jeszcze tego nie wiem ruszamy.
-Ale mamo jestem głodny!.Wykrzyknął.
-Nie tylko ty.Powiedziałam.
Szliśmy tak chyba z godzinę.
Gdy nagle weszliśmy na wielkie pole usiane pszenicą.
Aragorn zawołał z za małego drzewa i mówi:
-Mamo tu jest martwa sarna morze ją zjemy?
-Dobrze.Powiedziałam tak bo naprawdę byłam głodna.
Gdy zjedliśmy sarnę leżeliśmy pół godziny.Później po minucie doszliśmy do strumyka, i się trochę napiliśmy świeżej wody źródlanej.
-Mamo ale ta woda pyszna!Powiedział zachwycony Aragorn.
-Tak masz racje nie tak jak na Północnej Atlantydzie, taka słona ta woda była, a tutaj jest pyszna!
Po wypiciu wody odpoczeliśmy sobie chwile gdy...
-Mamo ktoś na nas patrzy!Powiedział mój syn wystraszony.
-Przepraszamy my się tu tylko na chwile zatrzymaliśmy już z tond idziemy.
-Nie musicie możecie tu być.Usłyszałam kobiecy głos.
Wystraszeni siedzieliśmy obserwowani przez 2 min.Ale nam wydawało się że znacznie dłużej.
Po czym znowu usłyszałam głos ale teraz męski.
-Kim jesteście i co was tu sprowadza?
-Jestem Cyndy a to mój syn Aragorn. Przybyliśmy tu w poszukiwaniu stada i jedzenia.A wy kim jesteście?
-Jesteśmy Fire i Oruko przybyliśmy tu niedawno i założyliśmy watahę chcecie do niej dołączyć?
-A możemy?
-No jasne.Rzekła Fire.
I tak aż do dziś Cyndy i Aragorn są w stadzie Fire i Oruko.

Koniec

Haru

 
Imię: Haru
Nazwisko*: Glimm
Wiek: 2 i pół roku
Płeć: Wilk
Pochodzenie*: Alpy
Partner: Cyndy
Potomstwo: Aragorn Syn
Stanowisko: Wojownik
Historia*: Lubie podróżować przeszedłem całe Alpy i tak aż do Północnej Atlantydy i wtedy poznałem Cyndy...
Charakter: Miły romantyczny groźny
Znaki szczególne*: Trzy plamy na lewej tylnej nodze.

Jak spodkałam Misaran...

Rano obudziłam się kompletnie ni wyspana.Aż dziwne, bo pierwszy raz spałam w jakimś normalniejszym miejscu, bo podróżując raczej się wygodnego łóżka nie znajdzie! Wstałam znudzona i rozejżałam się z dogodnego miejsca po terenach.
 - No i jak zwykle nic. - powiedziałam sama do siebie - a Oruko gdzie? - powiedziałam i powolnym krokiem zeszłam na dół. Powoli oddalałam się od jaskini i wypatrywałam basiora. Po kilkunastu minutach drogi weszłam w teren o maksymalnie wysokiej trawie, ledwo było widać mój nos znad traw. "No pięknie! I jak ja tu znajdę Oruko, jak on jest taki niski??" Pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie: "Dość niecodzienne, żeby wilczyca była wyższa od swojego partnera...". Nade mną przeleciał jakiś czarny zwierz. "Kruk? Nie... Za mały..." Po dłuższym wypatrywaniu lotnika, zorientowałam się, że to nietoperz. "Nietoperze nie latają w środku dnia! Coś się święci..." pomyślałam. Po jakimś czasie dało się słyszeć bieg. Zdecydowanie wilczy, czemu towarzyszył głośny oddech, sapanie. Para wilczyc, najprawdopodobniej młoda i dorosła, biegły centralnie na mnie. Chyba mnie nie zauważyły, ani nie wyczuły. przykucnęłam i przeczołgałam się kawałek dalej i czekałam dosłownie moment na ich dobiegnięcie. Kiedy już przebiegły obok mnie, zdążyłam zauważyć, że jedna z nich, ta dorosła, jest całkowicie różowa. "Róż... Szlag-by-to!" wyszeptałam pod nosem i popędziłam w ich stronę. Kiedy już wybiegły z tej całej trawy wskoczył na różową ten gacek, który wcześniej latał mi nad głową. Posiedział kilka sekund i poleciał w stronę naszej jaskini. "Już wiem...". Obie potruchtały za nim. A ja, starając się zostać niezauważona poszłam za nimi, ukrywając się ile wlezie. Trzymałam się daleko za nimi, żeby szmer nie wzbudzał podejrzeń. Pojawił się on tylko i wyłącznie dlatego że się spieszyłam. Co chwila obracały się, ale mnie nie widziały. kiedy doszły do jaskini początkowo nie znalazły śladów zamieszkania ,ale zauważyły plan jaskini. Weszły głębiej. Jako że było około 12:00 słońce świeciło mocno. Stanęłam na progu jaskini całkowicie widoczna, ale jeszcze się nie obróciły. Dołączył również Oruko i czekaliśmy, aż zareagują. Mała odwróciła się w końcu ze zdziwioną miną i przysłoniła sobie ostre światło łapą. Dwie, czarne postacie stały na progu i patrzyły się w ich stronę. Momentalnie odwróciła się też różowa. Przygotowana do kontrataku patrzyła z przymrużonymi oczyma na nas. Z mojego gardła wydobywało się ciche warczenie. P chwili narzuciłam im:
 - Kim jesteście i dco tu robicie?!
 - To samo mogę się zapytać was! - odszczeknęła różowa lekko unosząc łeb.
 - Jesteśmy właścicielami tych terenów, a wy aktualnie jej najeźdźcami. - Powiedział zirytowany tą sytuacją Oruko. Różowa zawarczała głośniej, co bardzo mnie zdenerwowało. Wściekłam się i pobiegłam w ich stronę otwierając pysk i pokazując kły. Różowa w ostatniej chwili usunęła się z mojej trasy skoku, ale że stały przy ścianie, odbiłam się od niej i długim susem wskoczyłam na nią celując w kark. Zatrzymałam się w z kłami tuż przy karku i powoli odsunęłam łeb i patrzyłam na różową leżącą na ziemi.
 - Jaka wataha? - Powiedziałam aż zbyt poważnie, bo w takich sytuacjach mój głos zmienia się całkowicie na męski.
 - Żadna. - Uśmiechnęłam się lekko.
 - Nie mam zamiaru sterczeć tu cały dzień. Jaka wataha?!
 - Nie należymy do żadnej watahy! - wykrzyczała przerażona młoda. Różowa spojżała na nią. O mało nie zaczęła płakać. położyłam lekko uszy pokazując złość. Zeszłam z wilczycy i poszłam w kierunku wyjścia.
 - Polowanie nie będzie czekać! - Krzyknęłam już uspokojona. Oruko luknął na nie ostatni raz i poszedł. Zdecydowanym krokiem wilczyca powędrowała za nami. Patrząca na to mała poszła za nią. Zapolowaliśmy na dość młodą sarnę. Polowanie było szybkie i udane. Ustaliliśmy wszystko z tą dwójką i wróciliśmy do jaskini.
***
Jak ktośtyle nie przeczyta to wrzucajcie po kawałku na tłumacza i niech wam czyta xD To chyba najdłuższa notka w moim życiu. Napisałam ją ja, jako że spodziewałam się że Misaran nie napisze. No trudno... Więc wstawiam tą oto notkę i myślę, że się spodoba. Narazie!

Aragorn syn Cyndy


Imię: Aragorn
Nazwisko*: Glimm
Wiek: 6 mies.
Płeć: Wilk
Rodzice:Cyndy i Haru
Pochodzenie*: Północne wybrzeże Atlantydy
Partner: Za młody
Potomstwo: Za młody
Stanowisko: szpieg
Historia*: Niedawno przybyłem z matką do watahy Darkness Hunter.Ale przebyłem długą drogę.
 Charakter: Posłuszny Uparty
Znaki szczególne*: Plama przy pyszczku po prawej stronie.

Cyndy


Imię:Cyndy
Nazwisko*: Glimm
Wiek: 2 lata
Płeć: Wilczyca
Pochodzenie*: Północne wybrzeże Atlantydy
Partner: Haru
Potomstwo: Syn Aragorn
Stanowisko: Wojowniczka
Historia*: Jak byłam mała porwało mnie stado kojotów w skład tego stada wchodziła podła samica Diasty próbowała mnie zabić ale uciekłam całe cztery miesiące się błąkałam asz dołączyłam do watahy Darkness Hunter
Charakter: Ostra ale raczej miła
Znaki szczególne*:blizna na lewej tylnej nodze.

Misaran


Imię: Misaran
Nazwisko: Harane
Wiek: 2 lata
Płeć: Samica
Pochodzenie: Niemcy
Partner: brak
Potomstwo:Kira Harane córka
Stanowisko: wojowniczka, szaman, medyk
Historia: Urodziłam się w grocie (jaskini) na terenach watahy którą przewodzili moi rodzice. Na początku wszystko było dobrze, ale kiedy nasza wataha miała coraz więcej członków, musieliśmy zmienić miejsce pobytu. Przenieśliśmy się w dalsze tereny w poszukiwaniu jedzenia. Moi rodzice nie mieli czsu się mną zająć, a opiekunka szczeniąt miała ich na uwadze ze 20, więc ja jedyna jej umknęłam, gubiąc się w tłumie. Zostałam sama na starych terenach, gdzie znależli mnie ludzie i zawieźli do zoo, gdzie spodkałam wielkiego, czarnego basiora. Obu nam przebilu prawe ucho małym, srebrnym kolczykiem z numerkiem. Po roku narodziły się szczenięta. Było ich sześć. Jednak kiedy zoo zbankrutowało, wywieziono nas w inne tereny, a szczenięta sprzedano. Zostało tylko jedno; Kira. Basiora wywieziono w inne tereny i najprawdopodobniej nie żyje. Już zdążyłam się z tym pogodzić. Po jakimś czasie, kiedy Kira zaczęła dorastać, znaleźliśmy jaskinię, w której chciałyśmy zamieszkać. Było tam pełno małych zwierząt, między innymi właśnie
nietoperze. Codziennie rano budziłam się widząc małego czarnego nietoperka na ziemi i za każdym razem musiałam go podnosić. Dobrze nam tam było, ale na tereny znów wtargneli ludzie. Musiałyśmy uciekać. Po kilku godzinach uciekania, Kira zauważyła małą czarną plamę na moim futrze - ten malec, który zawsze leżał na ziemi jaskini był przyczepiony do mojego futra. Odtąd zawsze chodziliśmy w trójkę. Będąc w jednym ze stad nauczyłam się rozmaitych żeczy dotyczących leczenia i dobierania do tego ziół. Zostałam szamanką. Inna wataha zaatakowała nas i musieliśmy znów uciekać. Jako że szaman dla tego stada był bardzo ważny kazali mi uciekać. I znów zostaliśmy sami: ja, Kira i Sen(nietoperz). 
Lubię:wyć do księżyca, chodzić na spacery.
Nie lubie:pająków, pcheł, ludzi.
Znaki szczególne: kolczyk w prawym uchu.

***


Imię: Kira
Nazwisko: Harane
Wiek: 1 rok
Płeć: Samica
Pochodzenie: Zoo Japonia
Partner: brak
Potomstwo: brak
Stanowisko: szpieg
Historia: Urodziła się w zoo i nie pamięta swojego ojca. Uciekła razem z Misaran i szuka nowego domu.
Lubie:bawić się z nietoperzem
Nie lubię:gdy ktoś atakuje "Sna"(nietoperz)
Znaki szczególne: branzoletka na prawej łapie (złoty)

sobota, 2 lutego 2013

Banner

Oto nasz banner! Rozpowiadamy :3 
 
to adres HTML:
<a href="http://okami-no-nihon.blogspot.com/"><img src="http://i47.tinypic.com/htwbnl.gif" border="0"></a>

Nowy dom.

 - Od dzisiaj nie lubię poszukiwań! - Wykrzyknęłam na całe gardło idąc z Oruko przez las. zwierzęta dookoła się spłoszyły a ja zwiesiłam beznadziejnie łeb. - Daleko jeszcze? - zapytałam sama siebie.
 - Chyba nie... - Odpowiedział wpatrzony na wielką skałę przed nami.
 - Że coś powiedział?! - Zdziwiona spojrzałam przed siebie i o mało nie upadłam z wrażenia - I weź spadnij z czegoś takiego... - Za samą myśl o tym aż mnie łapy zabolały.
 - No i weź mieszkaj w czymś takim...
 - Nom...
 - I dlatego właśnie tam zamieszkamy - wymamrotał ledwo słyszalnie i potruchtał do skały wspinając się na nią.
 - Czy mi się zdaje, czy to co powiedziałeś, ma oznaczać odpoczynek?
 - To dobrze ci się zdaje... - Powiedział stojąc już jakieś 10 m w górę. Pobiegła za nim. jeszcze 40 m dalej była wielka jaskinia. Była piękna.








 - Wow... - wymamrotałam.
 - Zmieści się cała wataha! - wykrzyknął podziwiając znalezisko. Ja za to powoi przemierzałam korytarze. Łatwo się tam zgubić, jeśli się jest tam tak jak my - pierwszy raz.
 - Pewnie należało do niedźwiedzia albo jakiejś dużej watahy. - Ja nadal nie mogłam wykrztusić słowa. Po prostu: wielkie. Wielkie i piękne.
 - Watahy... Powiadasz... - wypowiedziałam tylko te dwa słowa.
 - O nie... - Ten jego wyraz twarzy... No i szaleństwo gotowe!
 - O tak! - Powiedziałam uradowana. - Tu będzie nasza i nie tylko nasza jaskinia.
 - Tylko mi powiedz, gdzie wilka znajdziesz!
 - Chęć do szukania powróciła. Na razie trzeba obczaić co i gdzie będzie. - I zaczęło się. Rozdzieliliśmy się, aby przeszukać ten labirynt. Po jakimś czasie wzięłam jakiś pręt, który znalazłam w największym pomieszczeniu i zaczęłam. W zmowach i rozmowach wyglądało to tak:























[Czarne napisy dopisane - reszta widnieje na ścianie jaskini w korytarzu głównym na przeciwko pomieszczenia alfy]
 - Ujdzie - Powiedziałam lekko podekscytowana moim "dziełem sztuki".
 - A co jak tu niedźwiedź mieszka? - zapytał lekko uśmiechnięty czekając na moją reakcje.
 - Śmieszne. Wiesz jak od miśków jedzie? Gdyby tu jakiś mieszkał, to nie przetrzymamy nocy. Przesz to widać, że nie ma tu żywej duszy od jakiegoś miesiąca! - Powiedziałam, lekko zirytowana jego pytaniem.
 - I na to właśnie czekałem... - Powiedział i wyszedł.
 - Gdzie idziesz?
 - Jeśli tu ma ktokolwiek mieszkać to może niech nie śpi na gołej skale, co? - Krzyknął będąc już na dole. Spojrzał na mnie i podreptał dalej. Ja wychylona stałam przez chwilę. Luknęłam jeszcze na nasz nowy dom i poszłam za nim. Nazbierało się trochę zeschłej trawy i opadłych liści. Zostawiliśmy to przed skałą i poszliśmy popatrzeć za jakąś rzeką i terenami łowieckimi. Trochę szukaliśmy, ale na skałą był gigantyczny, niezalesiony obszar pełen różnego rodzaju stad i pojedynczych zwierząt. Pierwsze wrażenie? O  M  G.
 - No to żarcia nam nie braknie na następne 15 lat. - powiedział zdziwiony a za razem dumny. Jeszcze lepiej! Na środku tej mega polany były trzy pomniejsze jeziorka. Masakra.
 - Ja się z tej jaskini i z tej polany nie ruszę. - Widok był oszałamiający, a lekki podmuch wiatru zaakcentował piękno tego miejsca. Aż się lżej robi na duszy. Wtuliłam łeb w futro Oruko dalej patrząc się na ten malowniczy krajobraz.
 - Patrz to! - krzyknął z nijakim wyrazem pyska, chociaż był zdziwiony. Góra ta ciągnęła się dalej. W pewnym momencie ciągnął się wielki wodospad, jakieś 500 m od nas. Do wodospadu dosłownie wchodziła wielka i piękna, czarna wilczyca. Po chwili zniknęła za ścianą wody...

***

I tu zaczyna się legenda tych stron. Czekam na nowych członków, ale nic o tym nie piszcie, jeśli już będziecie. Następna nota już nie długo!




piątek, 1 lutego 2013

Oruko

Imię: Oruko (おるこ)
Wiek: 4 lata
Płeć: Wilk
Partner: Fire
Potomstwo: Brak
Pochodzenie: Japonia
Charakter: Potrafi zaakceptować wszystko i wszystkich, jest całkowicie zapatrzony w swoją katanę, którą potrafi stworzyć, ale to potem. W obronie rodziny potrafi wskoczyć do ognia, chociaż nienawidzi gorąca. Wszystko bierze na poważnie, ale to nie znaczy że nie rozumie żartów i przenośni. Bardzo pomocny, kompletnie nieegoistyczny i wszystko co zacznie, również kończy. Ma bardzo wyczulone zmysły, szczególnie słuch.
Cechy szczególne: Jasne, bardzo widoczne turkusowe oczy. Jest pół niebieski pół biały, co w świecie wilków nie jest zbyt normalne. Często przy walce wyciąga katanę.
Moc: Lód. Po złączeniu łap i klepnięciu w lewy bark powstaje katana.
Stanowisko: Szpieg, wojownik, mag lodu.
Historia: Urodził się u wybrzeży Japonii, gdzie był wychowywany przez ojca i matkę. Po pewnym czasie ojciec wstąpił do wilczego wojska. Rok później wyruszył w podróż, zahaczając przy tym o wiele wilczych terenów, dopóki nie spotkał Fire.

środa, 30 stycznia 2013

Alfa - Fire




Imię: Fire
Wiek: 3 lata
Płeć: Samica
Pochodzenie: Japonia
Partner: Oruko
Potomstwo: Brak
Stanowisko: Szpieg, opiekunka szczeniąt
Historia: Kiedy była mała, wychowywała ją starsza kobieta, ale zginęła w pożarze. Od tej pory umiała kontrolować ogień. Poznała Oruko mając 1,5 roku jako podróżnika.
Charakter: Miła i uczciwa. Nienawidzi tych "ważnych" i woli nie mieszać się w duże zamieszania ale bycie alfą również się z tym wiąże.
Lubi: Ciche i ciemne noce, często samotność, wycie do księżyca, od czasu do czasu się na kimś wyżyć.
Nie lubi: Wywyższających się, biorących pod uwagę tylko swoje racje, szaleńców, różowego koloru (szczególnie tego rzucającego się w oczy).