I znów zachęcam do skorzystania z czytania tłumacza google :D
***
Wataha zaczęła się powiększać... I to w maksymalnym tempie. W jeden dzień zdobyliśmy dwie członkinie i ich rodziny. W sumie to nie ma u nas żadnego wolnego samca. Mam nadzieję, że za niedługo jakiś dojdzie. Puki co nie narzekamy, bo wszystkiego nam starczy i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie.
Każdy ma inne przeżycia, chociaż nie wiele o sobie wiemy. Jednak każdy z nas kiedyś przeżył coś strasznego i to nas trzyma - żeby odzyskać dawny spokój. Nie mamy żadnych wrogów. Ja jako jedyna nadal, po dołączaniu do wielu watah,
pamiętam tego kogoś, o kim myślę za każdym razem, kiedy stanie się coś złego. Cordis. Był to mały, wredny, chodzący na czterech łapach "wnerwiacz" który potrafił tylko denerwować wszystkich dookoła. Na szczęście już go tu niema. Robimy małę postępy, zwiedzamy tereny. Powinno nam się tu dobrze żyć. Mamy tutaj piękne widoki, między innymi wielki wodospad, który jest na naszej górze~~~~ I tu przerwał mi Oruko. Szybko zwinęłam skrawek papieru i pobiegłam odsłonić liście sprzed wejścia do pomieszczenia Rady Stada.
- Co jest? - Zapytałam, a serce waliło mi jak szalone. Było to widać na kilometr.
- Coś ty taka przerażona?? - Basior patrzył mi prosto w oczy. Wytrzymałam ze dwie sekundy i powiedziałam:
- Choć, to nie miejsce do gadania! Co będziemy tak stać na progu... - I szybko uciekłam swoim wzrokiem w inną stronę i ruszyłam w stronę wyjścia. Zdziwiony popatrzył na mnie przez chwilę - No chodź! - W końcu się ruszył i poszedł za mną. Poszliśmy znów w to miejsce co kiedyś. Wtedy kiedy widzieliśmy tą czarną wchodzącą do wodospadu. Usiedliśmy w tym samym miejscu. - A więc? Co chciałeś ode mnie?
- Widzisz...
- No nie widzę! - Przerwałam - Streszczaj się!
- Spieszysz się?
- Nie, ale nie chcę żebyś owijał w bawełnę. Krótko.
- Obok nas mieszka inna wataha - Powiedział bez chwili wahania. Siedziałam jak zaczarowana.
- Co?
- No to co ci właśnie powiedziałam. WA-TA-HA.
- No tyle to ja wiem! Ale skąd to wiesz?? Chcą walczyć??
- No właśnie wręcz przeciwnie. Chcą zawrzeć sojusz.
- Byłeś u nich?
- Oni byli u nas. Potrzebują pary alfa.
- Do podpisu?
- Dokładnie.
- Ale żeś mnie przestraszył... - Wtuliłam się w futro basiora i siedzieliśmy tak dłuższą chwilę gadając o wszystkim i o niczym. Być może to z tej watahy pochodzi ta czarna... No nic. Wypadało by ość, ale mi się nie chciało, więc stwierdziłam, że pójdziemy później. Tak się zagapiłam, że nie zauważyłam Misaran
- Halo! - krzyknęła. - Ziemia do Fire!
- No co!
- No właśnie to że czekam aż mi odpowiesz! Co wy tu tak siedzicie?
- Tak sobie... - powiedział Oruko patrząc na mnie.
- Co chcesz? - Zapytałam po chwili patrzenia się na niego
- Nic nie chcę. Myślałam, że gdzieś poszliście. - Powiedziała. - A idziecie gdzieś?
- Idziemy zawrzeć sojusz z inną watahą
- To się ruszajcie! A nie siedzicie jak te krowy na granicy! - I od razu zachciało mi się iść.
- Nie denerwuj mnie! - Krzyknęłam z lekkim uśmiechem na pysku i poszłam na dół. Oruko ruszył za mną, a zadowolona Misaran. Patrzyła się jak schodzimy. - I nie włazić mi do pomieszczenia Rady! - Nie wiem czy to usłyszała, ale chyba to oczywiste, że jak się nie jest w Radzie to się tam nie wchodzi.
Basior zaprowadził mnie na miejsce, gdzie spotkaliśmy strażników, a raczej czujki dzienne.
- Czego tu?
- Fire i Oruko, alfy watahy Darkness Hunter, przyszliśmy na wezwanie o zawarcie sojuszu.
- Prosz... - Strażnik zaprowadził nas do jednej z licznych, wykopanych pseudo-jaskiń, gdzie czekała na nas para alfa.
Przez chwilę rozmawialiśmy o naszych osiągnięciach stażu itp. ale my nie mieliśmy za bardzo czym się chwalić. Po rozmowie czarny, czyli samiec alfa, przyniósł kartkę, na której było coś napisane. Kazali nam to przeczytać i podpisać, chyba że się nie zgadzamy. Było tam między innymi napisane, że
obie watahy mają obowiązek pomagać sobie wzajemnie w trudnych sytuacjach, co spodobało mi się najbardziej. Prawie każdy z warunków bardzo mi pasował, więc podpisałam się na tym, po czym oddałam pióro Oruko. Oni za to dali nam taką samą kartkę, powiedzieli nawet, że możemy sobie sprawdzić, czy to jest to samo. Były tam ich podpisy. Pogadaliśmy jeszcze chwilę a potem przypomniało mi się o czarnej.
- Znacie może tą waderę, która przechodzi co jakiś czas do wodospadu?
- Czarna? - zapytała.
- Tak.
- To taka miejscowa legenda. Co jakiś czas słychać wycie i piszczenie szczeniąt, jednak nikt ich z bliska nie widział. - Powiedział, trochę tylko niższy ode mnie wzrostem basior o donośnym, basowym, ale przyjaznym głosie.
- Wszystkie szczenięta były czarne...
- Podobno są to tylko zwidy, bo kiedyś mieszkała tu taka czarna wilczyca, ale szczenięta stracił już dawno temu...
- Co się z nimi stało?
- Kiedy ludzie zrobili sobie tu obóz, wjechali dużym czymś i przejechali cały miot.
- Straszne...
- Kiedy czarna to zobaczyła rzuciła się na ludzi i zabiła prawie wszystkich. Do tej pory podobno się nie pozbierała z utraty swojego pierwszego miotu i udaje że szczenięta nadal żyją. Jest w tym tak dobra, że nawet inne wilki je widzą. Podejście do niej bliżej grozi śmiercią, dlatego nikt nic o niej nie wie.
- Wow. - powiedziałam siedząc jak wyryta z otwartym pyskiem i gapiąc się w jedno i to samo miejsce - za pysk basiora.
- No co? - Nagle zorientowałam się co robię, potrzęsłam łbem i rozejrzałam się po jaskini.
- Aaa...! Wciągnęło mnie to. - Para alfa zaśmiała się cicho i po chwili również ja dołączyłam do nich, razem z Oruko.
- Dobra, musimy się zbierać, bo sobie bez nas nie poradzą. - Wstałam i pożegnałam się z nimi i odprowadzili nas do granicy swojego terytorium.
- Zapraszamy w razie problemów.
- Wzajemnie. - Wymieniliśmy ostatnie słowa i poszliśmy. Zbliżał się wieczór. Kiedy wróciliśmy do jaskini wadery zasypały nas pytaniami. A my oczywiście musieliśmy odpowiedzieć. Po męczącym dniu musieliśmy odpocząć, więc poszliśmy spać.