Do niedoświadczonych w życiu stadnym: jeśli piszę część 1 to na pewno napiszę też drugą. Pomiędzy pisania np. 1 i 2 części można napisać taż swoją notkę, ale musi się ona zgadzać z tym, gdzie było się w poprzedniej notce i co się działo.
***
Weszłam do jaskini. Byłam padnięta. Ciągle tylko polowania... Chciałam napić się z naszego podręcznego jeziorka, i pójść spać. Jednak coś innego przykuło moją uwagę...*
Podeszłam powolnie do małej kałuży z czystą wodą, która mieściła się nisko, na filarze podtrzymującym sufit. Odruchowo, lecz nie potrzebnie schyliłam łeb, aby się napić, w wyniku czego zanużyłam cały pysk w zimnej, krystalicznej wodzie. Chłód pozwolił odpocząć, więc powoli, mimochodem położyłam się trzymając pysk nadal na swoim miejscu... Zamknęłam oczy.. omal nie zasnęłam, gdy nagle skojażyłam - przez cały czas nad moim pyskiem widniał skrawek lekko złotawego, podartego papieru... Z niechęcią przeczytałam tytuł... który od razu mnie obudził. Zdecydowanie, jednak powoli usiadłam ciągle wpatrując się w zawiziątko przyczepione na ścianie. Lekko łapą przylgnęłam "List do Alfy" do skały i coraz to szybciej przerzucałam wzrok odczytując kolejne litery, które dawały coraz to nowsze informacje. Wybiegłam z jaskini i pędem ruszyłam za Oruko. Nie było mi do śmiechu. Misaran gdzieś poszła... Ja zaraz padnę przez te polowania... Oruko gdzieś zniknął... Wszystko na mojej głowie. W końcu znalazłam. Siedział pod drzewem i rozmyślał. Wróciliśmy się razem do jaskini. Po drodze dołączyła do nas Cyndy, Kira, Sen i Aragorn. Przeczytałam im list.
- Przecież jest, dorosła, niech robi co chce, poza tym w stanie naszej watahy przydał by się chociaż dobry medyk, który ma cokolwiek... - Cyndy uciszyła się na chwilę i spojrzała na kartkę, a że siedziała przede mną, widziała jej tył. - ...a co to tam pisze?
- Gdzie? - Odruchowo obróciłam skrawek papieru i ku mojemu zdziwieniu, z tyłu napisała że idzie na północ. Zamurowało mnie. Oruko usiadł mnie i doczytał. Siadł jak wyryty. Czułam, jak waliło mu serce.
- PÓŁNOC!! - Wykrzyknął po jakimś czasie. - Zbieramy się. - powiedział. Po zebraniu, kiedy zaczęliśmy się powoi rozchodzić, powiedziałam, że mamy 20 minut i idziemy. Reszta watahy, była bardzo przejęta, ale nie tak przerażona jak my. "No i co jest złego w północy?" ciągle jedno pytanie. Oj jest coś złego... Północ to miejsce z którego przyszliśmy, czyli tym samym, tereny Savrusów... Lepiej być nie mogło...
***
No i tradycyjnie - skończę później : ) Bye!
JESTEM
OdpowiedzUsuń